Kino bez limitu – muzycznie: Exterminator i Bellas

Oglądanie w kinie filmów z dobrą muzyką jest naprawdę fajnym doświadczeniem. Dziś na tapetę biorę dwa dzieła, w których występuje muzyka a główni bohaterowie – muzyczni pasjonaci – koncertują na scenie: polski „Gotowi na wszystko. Exterminator” (2017) oraz amerykański „Pitch Perfect 3” (2017).

Zacznijmy od naszego polskiego podwórka w męskim wydaniu:

„Gotowi na wszystko. Exterminator” – zwiastun troszkę zasugerował mi, że może to być kolejny głupi film wątpliwej klasy, ale jednocześnie mnie zaintrygował. Postanowiłam się przekonać i udać się na pokaz przedpremierowy (niby premiera ma być dopiero 5 stycznia 2018, ale już dawno można go oglądać). Zdziwiłam się, że jest tak fajnie zrobiony i w sumie całkiem śmieszny. Ale i specyficzny. Mimo, że nie lubię Piotra Roguckiego, to tutaj zagrał genialnie swoją rolę. Przyjemnie też było posłuchać muzyki – zarówno tej w tle (w postaci np. utworu Scorpions „Still loving you”), jak i tej wykonywanej przez głównych bohaterów – tu Paweł Domagała naprawdę dał radę. Zresztą tak poza filmem też się go przyjemnie słucha.

Film jest o takich trochę dużych dzieciach, które postanawiają wrócić do tego, co kiedyś ich łączyło i sprawiało radość – reaktywować zespół Exterminator, w którym grali parę ładnych lat wstecz. A że nie czytają podpisywanych umów, to wychodzi z tego nieco szalona historia… Nie wiem tak naprawdę, czy (i komu dokładnie) polecić ten film. Bo ci, którzy lubią bardzo ambitne kino mogą nie być zachwyceni. A ci, którzy lubią głupkowate komedie na poziomie dzisiejszych kabaretów, mogą nie zrozumieć paru rzeczy. Ale polecam spróbować. Sama nie spodziewałam się rewelacji, a film mnie pozytywnie zaskoczył. Chętnie zobaczę go po raz kolejny, gdy pojawi się w telewizji.

I oczywiście wrzucam zwiastun:

.

A teraz coś o babskiej komedii „Pitch Perfect 3”

Po zwiastunie było widać, że jest to typowa amerykańska bajeczka, w której dobro zwycięża, zło dostaje kopniaka, główne bohaterki – choć nieco upośledzone – nagle doznają oświecenia i jest cudnie, och, ach. I mniej więcej tak się tutaj dzieje. Ale po pierwsze – zaciekawiła mnie bardzo wysoka ocena na Filmweb.pl (7,1/10). A po drugie stwierdziłam, że nie chce mi się siedzieć w domu w sylwestrowy poranek i chętnie obejrzę nawet coś mniej ambitnego.

Nie widziałam wcześniej żadnej z poprzednich części. Tak naprawdę to do niedawna nawet nie wiedziałam, że w ogóle takie coś powstało. W sumie nic straconego, bo jedna z bohaterek, Amy (ta największa), jest niezwykle irytująca, a „zabawne sceny” nie zawsze zabawne. Ale za to całkiem przyjemnie było posłuchać muzyki z tego filmu i jeśli kiedykolwiek z jakiegoś powodu przyjdzie mi to obejrzeć znów, mam nadzieję, że będzie równie dobre nagłośnienie jak w kinie. Nawet wykonanie piosenki „Cheap Thrills” było dość dobre, choć akurat Sean Paul jest dla mnie mistrzem nie do podrobienia. Zresztą jest to wyjątkowy artysta, którego muzyka idzie ze mną przez życie od wielu lat. Ciężko zrobić z jego piosenek dobry cover. No i takich słodkich dołeczków w policzkach też nikt nie ma… ;)

Podsumowując – jeśli nastawiacie się jedynie na babski film z całkiem fajną muzyką, to będziecie zadowoleni. Ja się nie nudziłam jakoś specjalnie, ale czuję się oszukana przez użytkowników Filmweb.pl, że ocenili ten film tak wysoko (dla mnie max 5/10). Z drugiej strony na tego rodzaju seanse idą raczej wielbiciele gatunku, więc nic dziwnego, że w ten sposób dali wyraz swojemu zadowoleniu. Ich prawo…

https://www.youtube.com/watch?v=Ms9qIU8ZTJ0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.