Brak wyobraźni szkodzi…

…zwykle osobom w otoczeniu.

I choć mam na myśli różne rodzaje bezmyślności, braku wyobraźni, to dziś chciałabym się skupić na jednym rodzaju – głupocie drogowej.

Wypadki drogowe… Są bardzo częste, reklamy społeczne już nie odnoszą większych skutków. Zresztą, prawdę mówiąc, dawno nie widziałam żadnej akcji mediów związanej z prowadzeniem pojazdów po słynnym „prowadzę jestem trzeźwy” czy „piłeś – nie jedź”.

Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie wypadek, który miałam okazję widzieć w centrum mojego miasta, gdy szłam ustalić termin egzaminu na prawko. Dokładnie też pamiętam czarne worki na drodze, gdy jechałam sobie w dobrym humorze na wycieczkę krajoznawczą. Jeszcze dokładniej widzę przed oczami sytuację, gdy na pasach leżał rower, reklamówka i czapka, w karetce trwała reanimacja, a w samochodzie sprawcy wypadku na tylnej kanapie siedziała dwójka małych dzieci, którym będąca przy nich starsza kobieta zasłaniała oczy i przytulała. Tego nie da się tak po prostu opisać, trzeba zobaczyć te emocje.

Wszystko się w życiu pięknie układa, szczęście dopisuje i nagle jedna chwila, bezmyślność, brawura – cokolwiek, co skłania do nieprzewidzianych bądź nieprzemyślanych manewrów… Ktoś traci życie przez idiotę. Czy to siedząc obok, czy w pojeździe naprzeciw, albo spacerując nieopodal. Cena czyjejś głupoty jest wysoka. ZA wysoka… I zwykle płaci ją ten, kto nie miał z nią nic wspólnego.

Nie oznacza to, że trzeba na siłę jeździć w 100% zgodnie z przepisami – tego chyba nikt nie jest w stanie robić na dłuższą metę. Ale grunt to jeździć bezpiecznie i myśleć o skutkach swoich decyzji na drodze.

W jednym z tygodników znalazłam tekst, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć dla zobrazowania powagi sytuacji:

„Przy prędkości 80 km/h, uderzając w drzewo lub zderzając się czołowo z innym samochodem, z auta zostaje jedynie pogięta blacha. Silnik wpada do wnętrza samochodu, fotel nie wytrzymuje, a metalowa konstrukcja mnie się jak papier. Nie pomagają pasy, a nawet poduszki powietrzne. Głowa staje się kilkadziesiąt razy cięższa. Na ciało działają tak ogromne siły, że rozrywają człowieka dosłownie na strzępy. Może warto o tym pamiętać, zanim na drodze lekkomyślnie wykonamy jakiś manewr…” /źródło: Angora, nr 25 (1044), str. 36, autor: G.Anton/

Ale nie zawsze kierowcy są winni wypadkom!

Całkiem niedawno jechałam sobie przez centrum Katowic, było niedzielne popołudnie, więc na ulicach znośny ruch. Z daleka zobaczyłam, że zaświeciło się dla mnie zielone światło. Kątem oka dojrzałam także kobietę pchającą przed sobą wózek z dzieckiem. Ona z kolei miała od dawna czerwone, choć zapalając w tamtej chwili papierosa zapewne nie zadała sobie trudu, by to sprawdzić. Wepchnęła mi wózek wprost pod koła. Na szczęście przewidziałam to, było trąbienie, hamulce się napracowały, ona wystraszona odskoczyła. Na całe szczęście na tym się zakończyło. Choć miałam ochotę wysiąść i (…), ruszyłam dalej, bo czas mnie gonił. Matka, która w taki sposób naraża dziecko na niebezpieczeństwo, powinna natychmiast stracić prawa rodzicielskie. Bo papieros był ważniejszy…

A co się dzieje, gdy jednak do takiego wypadku dochodzi? Oczywiście, winny jest kierowca! Jak on mógł potrącić matkę z dzieckiem! A ja dodam: głupią matkę z niczego nieświadomym, niewinnym dzieckiem.

Piesi czasem aż prowokują. Łażą (bo kulturalne chodzenie to nie jest) gdzie się da, nawet środkiem, przechodzą przez sześć pasów naraz, bo niby dlaczego nie. Czasem jeszcze zatrzymują się na środku i pyskują, gdy ktoś zatrąbi (starsi ludzie szczególnie). Tylko żeby zrozumieć, gdzie w takim zachowaniu tkwi błąd, trzeba samemu choć raz przeżyć stres związany z tym, że ktoś nam wtargnie pod koła. W każdym przypadku obowiązuje podwójne myślenie – często za siebie i za innych, by przewidzieć ich ruchy.

Pamiętajmy, że „życie, choć piękne, tak kruche jest – wystarczy jedna chwila, by stracić je!”

fot: www.straz.lodz.pl

2 myśli na temat “Brak wyobraźni szkodzi…

  • 1 czerwca 2013 at 16:47
    Permalink

    Głowa nie staje się kilkadziesiąt razy cięższa. Warto się zastanowić, zanim przepisze się jakąś bzdurę.

    Reply
    • 1 czerwca 2013 at 21:21
      Permalink

      A masz jakiś argument na obronę swojej tezy czy piszesz po to, żeby pisać?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *