Urzędzie, załatw!

Młodzi ludzie. Bezbarwni i nijacy. Kończą szkoły i chcą dostać ciepłą posadkę, ale nie robią kompletnie nic, żeby przybliżyć się do celu. Albo – co gorsze – nie wiedzą, jaki mają cel. Utknęli narzekając, że nie mają ani doświadczenia, ani znajomości. Jedyne, co mają w życiu to wymagania. Bo motywacji też żadnej.

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w warsztatach organizowanych dla młodych ludzi poszukujących pracy. Jako że pracy nie szukam – zajęcie mam całkiem fajne, ale myślę o stażu, bo to świetna sprawa, musiałam odsiedzieć takie pięciodniowe zajęcia. No cóż – pomyślałam – nowi ludzie to i wielu nowych rzeczy można się dowiedzieć. Nie myliłam się.

W 16-osobowej grupie osób od 20 do 25. roku życia większość nie miała styczności z żadną pracą. Skończyli studia i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Większość nawet nie bardzo miała pojęcie, jak szukać zatrudnienia. Wymagania mają kosmiczne, bo im się należy. A każde niepowodzenie można zrzucić na układy i na jakichś „nich”. Bo przecież nie na swoją nieudolność.

Kilka przykładów:

1) Świeży absolwent technikum informatycznego. Chce pracę informatyka, najlepiej dobrze płatną.

– „Umie pan coś?” – No, trochę HTML. – „Stronę by pan napisał?” – No taką najprostszą bez animacji. – „OK. A złożyć komputer pan umie?” – Hmmm… nigdy tego nie robiłem. – „A coś jeszcze pan umie?” – Mogę poskładać kilka urządzeń w prostą sieć. – „Aha. A jakieś programy?” – Open Office, Avasta i Kaspersky’ego znam. Bo to miałem na komputerze. – „I myśli pan, że z takimi umiejętnościami i podejściem ktoś pana zatrudni na samodzielnym stanowisku informatyka?” – …

2) Absolwentka zarządzania z administracją, czy coś w tym stylu. Liczy na pracę biurową, najlepiej w urzędzie. Twierdzi, że bez znajomości ani rusz, a WSZYSTKIE konkursy są ustawione.

– „Dlaczego pani twierdzi, że konkursy są ustawione?” – Bo taka jest prawda, bez znajomości się nigdzie do urzędu nie da dostać. – „A w ilu konkursach pani brała udział?” – W jednym. – „A ma pani jakieś doświadczenie zawodowe?” – Nie, żadnego. – „To może powinna pani spróbować w innych konkursach? Ja się w ten sposób właśnie dostałem do pracy i to bez znajomości.” – To nie ma sensu, i tak się nie dostanę. – „A może pani ma za małe kwalifikacje na stanowiska, na które pani aplikuje? Może po prostu są lepsi?” – …

3) Inżynier licencjat ochrony środowiska.

– „Co pani chciałaby robić po tym kierunku?” – Nie wiem, może gdzieś w biurze pracować… – „Ale w biurze to chyba niekoniecznie po ochronie środowiska?” – No niby tak. – „To po co pani wybrała ten kierunek?” – Nie wiem. Podobał mi się. – „A coś panią szczególnie interesuje w tym zawodzie?” – Czy ja wiem… może problem segregacji śmieci. – „Mhm. To co pani robi, żeby realizować się w tym temacie?” – Skończyłam studia. – …

ŻENADA!

(dobrze, że moi znajomi nie mają takiego podejścia, bo już nie byli by moimi znajomymi;)

Przede wszystkim gratulacje dla prowadzącego, że miał cierpliwość słuchać takich bzdur.

Po drugie, nie rozumiem, dlaczego w szkole średniej się nie uświadamia młodych ludzi, że studia są nie tylko po to, żeby imprezować ile się da a na zajęcia nie wstawać.

Studia są po to, żeby zaznajomić się z podstawami teorii oraz stworzyć siatkę kontaktów, poznać nowych ludzi. Bo każdy nowo poznany człowiek wie coś, czego ty nie wiesz i zna kogoś, kogo ty nie znasz. Bardzo prawdopodobne, że te kontakty kiedyś okażą się kluczowe. Nie mówię o typowym załatwianiu, tylko chociażby o przepływie informacji na temat stanowiska czy miejsca, gdzie powinniśmy się udać i kogoś zapytać. Nie zawsze wszystkiego się dowiemy z internetu, niektóre informacje siedzą zakopane w branży.

Kolejna rzecz – zwykle nie siedzi się na uczelni w trybie 12h*7, dlatego zawsze można znaleźć chwilkę na zdobycie cennego doświadczenia. Czy to bezpłatna praktyka, czy wolontariat. Od czegoś trzeba zaczynać. A żeby później móc mieć wymagania i przebierać w ofertach, trzeba coś najpierw dać z siebie. Trzeba chcieć.

I ostatnia kwestia – ludzie przychodząc do urzędu pracy, często kompletnie nie są zainteresowani poszukiwaniem zajęcia. A jeśli już, to liczą, że urząd za nich znajdzie dobrze płatne zatrudnienie, uzgodni wszystko z pracodawcą i jeszcze pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną, a oni zjawią się tylko w pierwszym dniu pracy, o ile będzie im się chciało. To tak nie działa. Twoje życie i przyszłość są w twoich rękach. Jeśli oddajesz władzę nad swoimi sprawami innym ludziom, to nie narzekaj, że znowu w życiu ci nie wyszło.

.

Na koniec jeszcze dodam, że cieszę się, że tam byłam. Bo oprócz tego, co wysłuchałam, poznałam również kilka osób, którym ja osobiście bym dała pracę od razu. Oni mają potencjał, chcą coś zdziałać, próbują i idą naprzód. Są jacyś, zauważalni, mają własne zdanie. Mam nadzieję, że osiągną wiele i kiedyś o nich usłyszę jako o świetnych fachowcach w swojej dziedzinie. Powodzenia! :)

.

2 thoughts on “Urzędzie, załatw!

  1. przypomniało mi się wielkie zdziwienie co poniektórych kiedy powiedziałam, że idę na dodatkowe praktyki wakacyjne (‚ale tak za darmo’, ‚dajesz się wykorzystywać’ ) a potem wielkie zdziwienie, że nie mają doświadczenia.
    Pierwsze moje postanowienie noworoczne: nie zwracać uwagi co mówią inni … tylko szkoda, że tak późno to zrozumiałam ;))

    1. I prawidłowo! Nikt za Ciebie życia nie przeżyje i to Twoja sprawa, co z nim robisz :)
      Szkoda tylko, że z części tych ludzi, którzy niczego nie zrobią bez kasy za kilka lat zrobi się banda frustratów na zasiłku. Bo choć doświadczenia nie mają, to za tysiąc złotych z kanapy nie wstaną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.