2019 – kolejny rok niespodzianek

To już chyba tradycja, że podsumowuję miniony rok. Lubię wtedy skierować kilka słów do bliskich mi osób oraz do tych, którzy pojawili się w moim życiu i coś dobrego do niego wnieśli. Tym razem również trzy zdania ode mnie…

Jak zawsze zainteresowani będą doskonale wiedzieć, że o nich chodzi :)

Aż muszę sobie spojrzeć w kalendarz, tyle tego było!

Początek roku to była niezła mieszanka: bieganina po urzędach, ciekawe wyzwania zawodowe i odgrzebywanie się z papierów. Totalny brak czasu. Potem też dużo się działo, ale przecież są jeszcze…

PODRÓŻE!

Szaleństwo było cały czas ze wszystkim. Ale udało się wyskoczyć na narty i spędzić urodziny w naprawdę pięknym miejscu. W lutym totalnie spontaniczna decyzja pozwoliła mi cieszyć się przez kilka dni polskim i niemieckim nadbałtyckim słońcem (było naprawdę ciepło!). Na wiosnę udało mi się wreszcie zobaczyć Rzym. Okrągły tydzień spacerów po tym niezwykłym miejscu – i to jeszcze przed sezonem – dał mi naprawdę dużo radości i odpoczynku od codzienności. W maju wspaniałe i inspirujące spotkania w Poznaniu, potem Bieszczady – drewniany domek, kominek i niezwykły spokój. A potrzebny był wtedy jak nigdy. Potem cudowne spacery po Łodzi w dobrym towarzystwie. Latem zielone Roztocze – nie wiem jak to się stało, że byłam tam po raz pierwszy. Potem już tylko przygotowania do wielkiej bałkańskiej wyprawy i w drogę! Udało mi się zobaczyć upragnioną Rumunię, przejechać Trasą Transfogarską i Transalpiną, a potem odwiedzić jeszcze 6 innych państw. Na koniec roku pojechałam się jeszcze nawdychać na zapas nadmorskiego jodu. Bo kiedyś trzeba przecież zadbać o siebie. A w ostatnich dniach grudnia podjęłam się pewnej relaksującej aktywności artystycznej, bo pod choinką znalazłam płótno i farby… Szaleństwo!

Myślę, że przy tak absorbującej, pełnej napięcia i wymagającej ciągłej gotowości i odpowiedzialnej pracy jak moja, te kilka wyjazdów w roku to jest absolutne minimum. Nie jestem typem człowieka, którego kręci praca 24h bez wypoczynku, byle tylko widzieć coraz więcej zer na koncie, bo nie jestem robotem i lubię się jeszcze czasem zwyczajnie po ludzku wyspać. Abym nadal mogła mieć radość z tego co robię, musi być zachowana jakaś równowaga. Zresztą ja podróżować muszę, inaczej się uduszę.

No właśnie, PRACA

Ona mnie ciągle fascynuje. Może to ta nieprzewidywalność? Nutka spontanu? Może to ta ogromna satysfakcja, którą daje dobrze wykonane zlecenie i zadowolona mina klienta? A może to fakt, że sama decyduję o tym, jak wygląda mój dzień? Wszystko naraz, tak myślę.

Ale niezmiennie dziwi mnie jedna rzecz… Ludziom nadal się wydaje, że dzielenie się wiedzą, „wiszenie” na telefonie odpowiadając na pytania i pisanie różnego rodzaju wiadomości o tematyce zawodowej to takie sobie hobby po godzinach. Otóż nie – to jest praca. Normalna praca, za którą należy się wynagrodzenie. A każda minuta poświęcona czyjejś sprawie po godzinach to minuta mniej dla moich bliskich. Każda moja usługa wykonana za darmo nie jest darmowa – bo tak naprawdę to ja za nią płacę. Bez problemu wyciągamy portfel gdy chcemy uregulować cenę za towar w sklepie, wizytę u lekarza czy nowe uczesanie u fryzjera. A od prawników, grafików czy artystów ciągle ktoś chce coś wyrwać za darmo. O ile u mnie takie sytuacje jeśli już się zdarzają, to są na bieżąco wyjaśniane, tak rozmawiam z wieloma ludźmi i ich to czasem przerasta… skala zjawiska jest porażająca i nie idzie to wszystko w dobrą stronę. Warto się nad tym zastanowić. Bo po drugiej stronie jest człowiek, który wydaje mnóstwo kasy na utrzymanie działalności, rachunki i wymagane urzędowo pierdoły. Nie utrudniajmy sobie wzajemnie życia :)

MOTORYZACYJNIE…

było w tym roku dynamicznie. Jedno auto zrobiło niezłą niespodziankę otwierając maskę w trakcie jazdy po ekspresówce. Tu wielkie podziękowania dla niezawodnego Pana Mechanika. A kilka tygodni później ktoś mi porządnie skasował bolid jadąc z naprzeciwka pod prąd. No przykro było na to patrzeć, tyle wspomnień ze wspólnych wypraw… W międzyczasie pojawiło się auto, które jest dla mnie do dziś dość ciekawym zjawiskiem ;) Potem mój kochany mały wariat poszedł na sprzedaż. Niecałe dwie godziny po ukazaniu się ogłoszenia dostałam sms-em informację z natychmiastową decyzją o zakupie. Popularność ogłoszenia była dla mnie wielkim pozytywnym zaskoczeniem, bo ludzie jeszcze kolejnego dnia dzwonili, że koniecznie muszą go zobaczyć i przyjadą z gotówką, ale już było po wszystkim. Ach, żal było się rozstawać. Ale mam nadzieję, że nowy właściciel pamięta, że on lubi ostrą jazdę i że ładne figury robi na lodzie ;) A gdzieś pośród tego wszystkiego znalazło się auto, o którym myślałam już od kilku lat. Uśmiechnęło się do mnie tym swoim szarym pyszczkiem i nawet nie musiałam go oglądać, bo decyzja już sama się podjęła ;)

A motocykl? Mało w tym roku jeździłam, ale nowych doświadczeń pojawiło się całkiem sporo (btw. pomyślcie o tym, czy nie lepiej by było niektórych dziadków przekonać do rezygnacji z jeżdżenia samochodem, jeśli już trochę nie ogarniają). Może w przyszłym sezonie coś więcej podziałam :) Za to wiem, jakich modyfikacji mi w moim sprzęcie teraz potrzeba, aby doświadczenia były jeszcze lepsze. Póki co jestem na etapie refleksji, że posiadanie pasji jest cholernie wymagające, głównie finansowo. Ale jest to taki romantyczny rodzaj wydatków, bo bankrutuje się z własnej potrzeby serca ;)

.

Czas na parę słów do Was. Będziecie wiedzieć, jestem tego pewna.

.

SERDECZNIE DZIĘKUJĘ:

  • za obecność w całym tym roku ze mną. Obojętnie co się działo. Chcę tyle napisać, że aż nie wiem od czego zacząć. Wszystko jest jednakowo ważne.
  • za nieustające wsparcie na mojej zawodowej drodze, zaufanie i wiarę we mnie. To zaszczyt móc uczyć się od najlepszych!
  • za Wrocław i niezachwianą wiarę w moje możliwości ;), za „wspólną” podróż, ciekawe inspiracje, ogromną motywację, dużo dobrej energii, wyrozumiałość i troskę, pokazanie mi swojego świata oraz za mnóstwo wiedzy i cały ten czas spędzony na łączach. To już nie godziny, to całe tygodnie! :)
  • za serbską inspirację (a to, co z tego wyszło, będę jeszcze długo wspominać :D), za rozmowy o podróżach czy o życiu, które mogłyby trwać godzinami i nigdy mi się nie nudzą; za zawsze pozytywne podejście, za zaufanie w pewnej skomplikowanej sprawie i dobrą współpracę, za pilne ogarnięcie czegoś dla mnie istotnego, kiedy ja nie byłam w stanie tego zrobić. No i za szarego ;)
  • za rozmowy mniej lub bardziej zawodowe – żadne tematy nam się nie kończyły; za rzetelność i uczciwość we wszystkim co robisz – nie pozwól, aby ktoś to zmienił. Wszystkiego dobrego na nowej drodze!
  • za te godziny rozmów przy kawie i wspomnienia dawnych czasów gdy posadzono nas naprzeciwko siebie i tak już zostało; za dobre rady i za możliwość uczestniczenia w pewnym niezwykle ważnym wydarzeniu w przepięknym miejscu – cudowne doświadczenie!
  • za wspólne oglądanie startu Złombola, ciekawe rozmowy i spotkania – zarówno formalne, jak i te nieco mniej ;)
  • za pomysł na współpracę, zaufanie, ważne rozmowy, cierpliwość gdy po raz kolejny odsłuchałam wiadomości z opóźnieniem, za to niespodziewane spotkanie i miło spędzony czas w wesołym i sympatycznym gronie. To niesamowite, że ludzie przez lata nie mogą się zgrać z terminem, a los zsyła ich na urlop w to samo miejsce ;)
  • za wyrozumiałość i cierpliwość, gdy po kolejnych przerwach wracałam jak marnotrawne dziecko przed lustro na kolorową salę wypełnioną dźwiękami, które uwielbiam ;)
  • za nocne rozmowy w aucie – to już chyba tradycja i bardzo ją lubię ;) za dużo wartościowych rad, za przygarnięcie małego puchatego skrzata.
  • za ogarnięcie kilku motocyklowych tematów, pomoc, wszystkie rady i nowe możliwości.
  • za każdą najmniejszą radość, każde dobre słowo, każdy wyraz wsparcia.

I tutaj muszę niestety zakończyć. Bo gdybym chciała wymienić wszystkich, na których mogłam liczyć w ostatnim czasie i tych, którzy mi pomogli w wielu sprawach, to by dnia brakło.

Dziękuję wszystkim ludziom, którzy wnieśli coś dobrego do mojego życia, choćby był to zwyczajny uśmiech – doceniam, że mogłam Was spotkać w tym roku na swojej drodze. Idźcie z tym swoim pozytywnym nastawieniem dalej w świat. On tego teraz bardzo potrzebuje.

Co planuję na przyszły rok?

Dbać o siebie, więcej odpoczywać i dalej otaczać się pozytywnymi ludźmi. Właśnie zastanawiam się jak ogarnąć trzy duże urlopy, dwa duże projekty i jeden pomysł, który wymaga nie lada odwagi. Zostały 364 dni, czas start! ;)

 

2 thoughts on “2019 – kolejny rok niespodzianek

Komentarze są wyłączone.