2018 – rok wyzwań

Co tu dużo mówić… działo się. Zapraszam wszystkich fajnych ludzi na podsumowanie. Będzie parę zdjęć dla przypomnienia tego, co miało miejsce…

Tylu doświadczeń różnego rodzaju nie pamiętam z żadnego innego roku. To był naprawdę szalony czas pod każdym względem. Zdecydowanie dużo się nauczyłam. Mam kilka luźnych myśli podsumowujących ostatnie 12 miesięcy…

Znów przekonałam się, na kim warto polegać, parę spraw mnie zaskoczyło. Niektóre bardzo pozytywnie. Niektóre może mniej, ale grunt to wyciągnąć właściwe wnioski i nie mieć do nikogo o nic pretensji. Każdy żyje jak chce. Przekonałam się też wielokrotnie, że intuicja mnie nie zawodzi. To dobrze :)

Kilka razy czułam się trochę jak w Tomb Raider – ziemia się rozstępuje i osuwa pod nogami, a ja dalej biegnę, bo jeśli bym przystała choć na chwilę – zginęłabym. To mnie zaprowadziło w zupełnie nieznane mi zakątki – i to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze. Pewnych zdarzeń nie da się uniknąć, ale można z nich wyciągnąć właściwe wnioski. I stale doceniać tych, którzy w ciebie wierzą i są wsparciem, a już nigdy nie zaufać komuś, kto to zaufanie mocno nadszarpnął i nie potrafił uszanować kolejnej szansy.

A teraz wreszcie mogę sobie usiąść w spokoju i zastanowić się głębiej nad tym wszystkim. Największą satysfakcję mam z tego, że mogę powiedzieć: ZROBIŁAM TO. Nie że „udało się” czy „tak wyszło”. Ja tego dokonałam i nieskromnie powiem: jestem z siebie dumna, że tyle osiągnęłam i tyle niespodziewanych spraw ogarnęłam. Lubię w sobie to, że dość odważnie podejmuję najtrudniejsze decyzje, podczas gdy inni siedzą i jęczą, że nic się nie da zrobić. Zawsze jest jakieś wyjście awaryjne! Nie lubię słuchać marudzenia po prostu. Szkoda czasu.

.

W dużym skrócie, w 2018 roku:

  • było wiele kluczowych zmian, mnóstwo dobrych decyzji, a wokół mnie ludzie, którzy nigdy we mnie nie zwątpili;
  • podróżowałam dużo, na różne sposoby i jestem z tego bardzo zadowolona; wróciłam w miejsca, które darzę ogromnym sentymentem;
  • pierwszy raz prowadziłam auto w butach motocyklowych – ciekawe doświadczenie ;)
  • poznałam nowe, całkiem fascynujące rzeczy w swoim motocyklu, a zakupiona niedawno klasyczna lampa z Hondy świetnie się sprawdzi jako oryginalny element wystroju wnętrza (gdy już wreszcie znajdę czas na ten projekt);
  • „czasami trzeba ufać temu, co się czuje, co się wie” – po prostu;
  • kolejny człowiek złapał dzięki mnie motocyklowy wiatr we włosach; było to dla mnie ogromne zaskoczenie i radość;
  • schudłam 10 kg w zaledwie kilka miesięcy nie uprawiając żadnego sportu poza wyczynowym denerwowaniem ludzi; wreszcie potrafię się zmieścić w moje śliczne seksowne sukienki;
  • a przez ostatnie Święta zrzuciłam kilogram wagi jedząc więcej niż zazwyczaj – hejtujcie! ;)

.

Poniżej – już mniej skrótowo – o 2018 roku.

Nie trzeba czytać :)

Dlatego tym, którzy nie dobrną do końca tekstu, życzę, abyście w 2019 roku spełnili swoje marzenia, cieszyli się z drobiazgów, mieli zawsze na kogo liczyć i rozsiewali wokół siebie radość. Wszystko, co dajemy innym, powraca do nas, więc warto zadbać, aby były to same dobre rzeczy.

.

To, co ważne – CZŁOWIEK

W wielu chwilach czułam obecność wspaniałych osób i ich wsparcie – za to wszystko Wam jestem wdzięczna :* Takie ogromne zmiany wymagają nie lada wysiłku i samozaparcia. To dzięki takim pozytywnym ludziom jak Wy zyskuje się siłę do działania i do dokonywania zmian.

Poznałam w tym roku wielu fascynujących ludzi. Tak naprawdę każdy człowiek ma do powiedzenia i zaoferowania coś ciekawego, nawet jeśli sam jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Kilku zawiodło, ale w ostatecznym bilansie jestem mocno na plusie. Bo „ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim!.

Nie napiszę wprost, kogo mogłyby dotyczyć poniższe akapity. Będziecie mieli zagadkę jak już wam krew powróci do naturalnego składu po Sylwestrze ;) Ale myślę, że każdy, kto gdzieś tam pojawił się na mojej drodze z czymś dobrym (a było Was naprawdę wielu), ma szansę odgadnąć, że właśnie o niego chodzi.

DZIĘKUJĘ:

za ciągłe motywowanie mnie do walki ze zmęczeniem, by się pojawić wreszcie w któryś poniedziałek. Jesteście niesamowici, z Wami zawsze uśmiech od ucha do ucha, choćby nie wiem co się działo :)

Za owocne współprace w tym roku na różnych płaszczyznach.

Za pracę w dobrej atmosferze od początku do samego końca – żal było odchodzić, ale u mnie był to czas na zmiany.

Za wszystko to, co zmotywowało mnie do działania i ustawienia sobie życia według własnych potrzeb. Mogę robić co lubię, w dodatku wtedy, gdy mam na to ochotę. Czy to nie fajne?

Za dane mi szanse.

Za nadzieję, że będzie od czego zacząć, nawet jeśli to było tylko tak pod wpływem chwili. Przydałby się teraz powrót do pewnych tematów, ale rozumiem.

Za święty spokój, gdy go potrzebowałam. Za zrozumienie, że nie chce mi się wstawać wcześniej. I za cierpliwość.

Za zaufanie i wszystko, co razem zrobiliśmy dobrego oraz za to ciągłe wsparcie i wiarę, że dam sobie ze wszystkim radę, gdy mi się już zwyczajnie nie chciało.

Za wszelką pomoc w organizacji ważnych dla mnie spraw.

Za wspólne poranne podróże na egzaminy.

Za długie, choć nieczęste nocne rozmowy w aucie na awaryjnych ;) I za te najlepsze na świecie sms-y: – Przełóżmy o kwadrans. / – To o pół godziny. / – Dobra, będę za godzinę. <3

Za profesjonalne instrukcje jak się nie zabić na rolkach z tej okropnej góry. I za ten spokój ducha, gdy chciałam je chwilę później wyrzucić do jeziora i wracać boso. Za każdym razem jak je zakładam, mam tę samą myśl: „po co ktoś mnie na to namówił te X lat temu”. A potem mnie nosi i jadę znowu… Ale jeśli kiedyś znów będzie okazja, to do tego sportowego wnętrza wejdzie albo rower, albo…

.

Za niezachwianą wiarę, że pomimo mojego pokręconego usposobienia i mnóstwa całkiem zabawnych przygód, które mi się ciągle prywatnie przydarzają, praca będzie zrobiona rzetelnie. Zawsze była i jest. Cieszę się, że nie macie co do tego wątpliwości. Wiadomo – nie znoszę partaniny, braku justowania i podwójnych spacji w tekście ;)

Za ten komplement, który zrobił na mnie jak dotąd największe wrażenie. Wypowiedziany pewnego majowego popołudnia przy motocyklu. Nie sądziłam, że można to tak ładnie wyrazić, miłe to strasznie było :)

Za słowa: „Bo ty masz zawsze taką zadowoloną minę jak otwierasz buzię do jedzenia.” Jak każdy normalny człowiek kocham jeść. A jeśli jeszcze jest to czekolada… :D

Za wsparcie zza szyby wielkiego budynku, gdy ja się stresowałam parę metrów dalej oraz za numer do K. Sporo się dzięki niemu zmieniło. Jest to człowiek zdecydowanie wart promowania z tym swoim podejściem. Bardzo lubię taką precyzję i doceniam wiedzę.

Za świetną współpracę przy realizacji sesji foto i za zorganizowanie tego przedsięwzięcia. Więcej takich! ;)

.

Bywam czasem nieznośna, Wy na pewno też. Każdy ma lepsze i gorsze chwile. Wybaczcie co było złe. Ale szczerych wypowiedzi nie żałuję, bo – jak zapisano gdzieś kiedyś trwale na czyjejś skórze – „nie byłabym sobą, gdy byłabym inna” ;)

.

PODRÓŻE

Podróżowałam w zasadzie tak, jak chciałabym, aby wyglądało to każdego roku – niemalże w każdym miesiącu jakiś mniejszy czy większy wypad był. Rok zaczął się od powrotu na przepiękną Fuerteventurę, tym razem zimą. Potem tradycyjnie narty, w okolicach majówki powrót do Chorwacji i ponownie Słowenia, w sierpniu Malta. A w międzyczasie dwa razy Czechy oraz Słowacja, weekendowe Mazury i bardzo krótkie, sentymentalne Bieszczady. Był między innymi Dolny Śląsk, był też Poznań – a tam warsztaty fotograficzne, konferencja i kilka nowych wartościowych znajomości. Panowie! Dzięki Wam do Poznania aż chce się wracać! :) Chciałam napisać na blogu o tym wyjeździe, mam parę fajnych zdjęć, ale czasem bywa tak, że niektórzy, nie mając dobrych intencji, swoją postawą sprawiają, że przestaje nam na niektórych rzeczach zależeć. Chcą o coś rywalizować i ciągle mieszać, a to jest strasznie słabe. Totalnie nie moja bajka. Ale może jeszcze kiedyś przyjdzie mi na nowo nacieszyć się Poznaniem, to i zdjęcia radośnie wjadą na bloga ;)

Było tych wypadów więcej, ale kto by to wszystko spamiętał.

Na nowy rok chciałabym utrzymać tę moją podróżniczą tendencję. Mam już pomysł na kolejny dłuższy wyjazd samochodowy – tym razem najważniejszą kwestią tej podróży będzie piękno natury i kultura tego kraju. Można powiedzieć, że to raj dla motocyklistów, ale więcej nie zdradzę. A jeszcze dziś na jednej z grup całkiem niespodziewanie pojawił się temat Toskanii – w sumie żal nie zobaczyć. Chodzi za mną również sentymentalny city break w trzech miejscach, w których już byłam, a oprócz tego myślę o zwiedzaniu Kazachstanu i Gruzji – z tym, że te dwa kraje chciałabym poznać z jakimś naprawdę dobrym przewodnikiem, a znalezienie takiego może wymagać czasu. Od jakichś dwóch lat zastanawiałam się też nad Islandią i cały czas nie potrafię znaleźć idealnego dla mnie sposobu podróżowania tam. Muszę po prostu poczuć, że „to jest ten kierunek”, a to chyba jeszcze nie teraz. Ale w ostatnim czasie siedzi mi w głowie wyprawa 4×4 i tak coś czuję, że może być to strzał w dziesiątkę. Z tego co widzę, ludzie wybierają się tam o różnych porach roku, publikują dużo fotografii na swoich stronach. Ale powiem szczerze, że naprawdę dobrych, nieprzeciętnych zdjęć stamtąd było ostatnio niewiele jak na „kraj cudów”. Czasem jest to niestety nieudolny przerost formy nad treścią. A to jakoś wydłuża mój proces podejmowania decyzji co do wyjazdu. I szkoda, bo ta wyspa ma potencjał – chociażby z powodu swojej różnorodności i nieprzewidywalności.

Tyle planów, to teraz trzeba jeszcze na nie zarobić…;)

.

PRACA i WYKSZTAŁCENIE

W pierwszej połowie 2018 roku nareszcie zamknęłam całkowicie kwestie wykształcenia. Teraz pozostaje tylko się rozwijać i doskonalić – tego nigdy za wiele. Ale mam za sobą wszystkie egzaminy, które planowałam na najbliższy czas. Jeden był szczególnie wymagający, bo trwał cztery dni i obejmował 26 godzin czysto merytorycznej pracy, ale pozytywny wynik (ogłoszony, gdy siedziałam na tarasie z widokiem na Morze Adriatyckie) był ukoronowaniem moich ostatnich lat pracy w zawodzie. Najpiękniejsze miejsce i najpiękniejsze wieści! :) Owszem, na starość zaczynają mi chodzić po głowie jeszcze jakieś studia podyplomowe, ale to już bardziej jako hobby, gdyby mi się nagle zaczęło nudzić. To, co powinnam i do czego dążyłam jako kluczowe dla mojego życia zawodowego, już osiągnęłam.

A praca? Lubię to, co robię. Bardzo. Najważniejszą zasadą, której się bezwzględnie trzymam od lat jest „współpraca, nie rywalizacja”. I jeszcze źle na tym nie wyszłam. Takie podejście całego zespołu zdecydowanie sprzyja dobrej atmosferze. A i w życiu jest tak łatwiej – unikać ludzi, którzy tracą energię na rywalizację to zyskać spokój. Teraz, prowadząc własną firmę, nadal się tą zasadą kieruję – nie obchodzi mnie porównywanie kto zarobi więcej, nie mam problemu z szczerze bezinteresownym podesłaniem komuś klienta, bo pieniądze nie są najważniejsze. Za to możliwości współpracy jest bardzo wiele, wystarczy chcieć. Szkoda, że to obecnie takie niepopularne, a w każdym widzi się potencjalnego rywala. Staram się otaczać ludźmi, którzy nie mają problemu, by dzielić się z kimś własnym doświadczeniem. Wielcy ludzie nie boją się konkurencji – nie muszą. Z tym, że dzielić się doświadczeniem to nie to samo co mówić innym jak mają żyć i oczekiwać, że tak właśnie będzie. O takich „doradcach” można bez żalu zapomnieć, bo więcej robią szkody niż dają pożytku. A ja wiem, czego oczekuję od życia, od siebie i od innych. Może nie zawsze wiem, jak pewne rzeczy zrealizować, na niektóre nie mam czasu, ale gdzieś tam siedzi mój Anioł Stróż, patrzy z góry i podsyła mi właściwe osoby ;)

Współpracowałam z osobą, która była dla mnie wzorem jeśli chodzi o merytorykę i podejście do wielu kwestii. A także z kimś, komu mogłam powierzyć zadania bez cienia wątpliwości, że będzie to zrealizowane na najwyższym poziomie. W tym roku postawiłam jednak na swoją działalność. Bo po pierwsze przyszedł na to czas, a po drugie lubię sama sobie organizować wiele spraw. Początki były o tyle ciężkie, że przygniatała mnie papierologia i to zdecydowanie nie z mojej winy. Ktoś coś gubił, ktoś coś źle wpisywał, ktoś nie potrafił logicznie interpretować, ktoś wpisał tylko pół adresu i stwierdzał sobie, że nie wyśle korespondencji, bo przecież nie ma adresu (ale żeby dać znać, że coś nie działa, to po co), ktoś niewłaściwie sporządził aneks i wyjechał. Założenie działalności to nie tylko tzw. „jedno okienko” (a teraz nawet już wniosek przez internet) i po sprawie. Szczególnie, gdy ma się do spełnienia różne inne wymogi, a nie tylko ZUSy-srusy i US-y. Kiedyś Wam może opiszę, jak to wygląda w naszym pięknym nadwiślańskim kraju.

A ponieważ trzeba się starać szukać w ludziach dobra (w urzędach również, choć to bywa trudne), chciałabym Wam powiedzieć również, że w jednym ze śląskich urzędów pani uratowała mnie z totalnie beznadziejnej sytuacji, wydając mi w ciągu godziny dokument, na który faktycznie powinnam czekać 7 dni (bo nawet go nie było w systemie). Gdyby nie jej natychmiastowa pomoc, pewna niezwykle ważna dla mnie sprawa zakończyłaby się bardzo niekorzystnie. Przywróciła mi kobieta wiarę w tę instytucję :)

.

MOTORYZACJA

Czyli to, co kocham! :) Zaliczyłam parę drobnych wypraw Yamahą oraz Bartonem. I kilka takich ciut większych moją ukochaną Hondą. Sezon w tym roku był wyjątkowo długi. A pewnego dnia niespodziewanie padł mi akumulator – akurat przed samym wyjazdem na Czechy, co poniekąd zmusiło mnie, aby się przemóc i sobie z tym akumulatorem poradzić – sprawdzić, kupić, zalać, wpiąć. Serdecznie dziękuję trzem Panom za wsparcie merytoryczne :) Nie było tak źle jak myślałam, wystarczyło się odważyć i to zrobić. Też cenna lekcja.

W następnym sezonie chciałabym sprawdzić, jak dynamicznie rusza ze świateł Dominar. Bo wygląda całkiem fajnie, więc może i ma coś sensownego do zaproponowania. Tak tylko z ciekawości, bo niby czemu nie :)

Chyba nie muszę mówić, że ogromną frajdę dały mi też w tym roku samochody. A raczej wielogodzinne podróże nimi. Uwielbiam! Nawet wtedy, gdy później przychodzą mandaty. Co prawda, myślałam nad zmianą jednego z pojazdów na taki, co to – według niektórych – ma za dużą moc i można go nie ogarnąć (oj, takiej zniewagi się nie wybacza… ;P), ale jeden obejrzałam i nie miałam czasu na więcej, dlatego odpuściłam. A na wiosnę przepięknie dźwięczne dwa cuda techniki będą na mnie czekały na torze Ułęż. A Tesla niech się schowa. Bo jak ją pewnego dnia ktoś roz… ekhm.. zepsuł, przez co firma nie wywiązała się z zawartej ze mną umowy, bo nie potrafili jej naprawić, to żal mi było tylko przez chwilę. Taka zabawka sterowana tabletem, w której nawet nie możesz sobie posłuchać melodii silnika – więc po nic.

.

INNE SPRAWY

Mało książek w tym roku przeczytałam, to i słownictwo uboższe :D A tak bardziej serio – więcej niż jednej książki na miesiąc na pewno nie przeczytałam. Nie było kiedy nawet. A nie wszystkie książki też by Was zainteresowały, więc ich nie opisywałam zbyt często. Na mojej półce za to piętrzą się dość ciekawe publikacje i lada dzień trzeba będzie kupić kolejny regał. Filmów też mało opisuję, choć je regularnie oglądam. Ktoś to czyta w ogóle? ;)

Trochę sobie porysowałam w tym roku, żeby się odstresować. Po piętnastu latach przerwy. Zbieram się w sobie, żeby dokończyć jeden rysunek, ale cały czas jest coś innego do zrobienia. Jednak dziś w tym miejscu uroczyście obiecuję, że będzie on skończony. Kiedy – nie wiem ;)

Odpoczywałam w tym roku między innymi w tańcu. Tylko musicie mi trochę podkręcić poprzeczkę, bo się ostatnio leniwa zrobiłam, a chciałabym się nauczyć jak najwięcej. Najlepszy Panie Instruktorze! :D jestem niezwykle wdzięczna za to wszystko, czego się od Ciebie nauczyłam w ostatnim roku i czekam na więcej :)

No i jeszcze fotograficznie się realizowałam (a jakże!). Dokupiłam sobie kilka nowych akcesoriów studyjnych, miałam okazję zrobić parę fajnych sesji portretowych oraz dużą, kilkugodzinną sesję niezwykle klimatycznego gabinetu fizjoterapeutycznego – mega przygoda! O „sesji” co ciekawszych odwiedzonych miejsc już nie wspominam nawet, bo większość mogliście oglądać w miarę na bieżąco na blogu. Cieszę się, że mogę Wam pokazać, jak piękny jest świat. I mam nadzieję, że będzie to dla Was inspiracja do odkrywania tych miejsc we własnym zakresie. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy twierdzą, że nie ma po co wyjeżdżać z domu, bo chodnik to chodnik, a kamień to kamień… Musicie mieć strasznie smutne życie.

.

BLOG

Ostatnio mocno skręcił ku podróżom, ale to chyba dobrze. Odkrywam nowe miejsca i jest mi niezwykle miło, gdy widzę, że się tym inspirujecie. To fajne uczucie, gdy dostaję zdjęcia z tych samych miejsc, które widzieliście na blogu. Jak nietrudno zauważyć, nie mam parcia na ilość lajków, jak również nie angażuję społeczności do pozostawienia komentarza czy to na blogu, czy też na Facebooku. Nie promuję bloga w żaden sposób, bo wystarczy mi Wasza obecność. Oczywiście, bardzo lubię odpowiadać na Wasze publiczne komentarze, jeśli już się pojawią, ale – co ciekawe – najczęściej reakcje na teksty pojawiają się w prywatnych rozmowach czy wiadomościach. To jest dla mnie bardzo fajne, że możemy bardziej bezpośrednio porozmawiać na temat jakiegoś miejsca czy zdarzenia, które Was zainteresowało. Zachęcam do kontaktu i do podzielenia się doświadczeniami z podróży albo ogólnie czymś dobrym – o dobrych rzeczach zawsze warto mówić :)

.

Parę przemyśleń z 2018 roku zamiast zakończenia.

To wspaniałe uczucie, gdy można odetchnąć w wyjątkowym towarzystwie, zrzucić z siebie stres, zaangażować się w rozmowę tak, żeby świat wokół nie istniał, przeżyć czas tak pięknie. I szczerze życząc jak najlepiej, powiedzieć na koniec, że „teraz zacznie się układać”, będąc przekonaną, że tak właśnie będzie. To się po prostu czuje, że idą zmiany. I choć zmiany bywają różne, a w tym roku na pewno też ich nie braknie, bo takie jest życie – co ma być, to będzie. Byle pozytywnie i do przodu.

Niby smutna prawda: alkohol rozluźnia i dodaje odwagi. Choć to akurat czasem dobrze. Ale bez niego też się da zrobić wszystko to, o czym się od dawna myślało. Można czerpać przyjemność z wielu rzeczy. Jestem tego dobrym przykładem. Zazwyczaj nie piję na imprezach tanecznych, bo bawię się świetnie bez tego, no i dla wygody przyjeżdżam sobie samochodem. Warto spróbować :)

Są czasem sprawy, na które nie ma się wpływu i należy brać życie jakim jest. Nie można też angażować się emocjonalnie w czyjeś problemy, bo to wykańcza. Nikt o dobrych intencjach nie będzie chciał innych ciągnąć za sobą w dół i czasami nie o wszystkim powie, bo wie, że każdy ma swoje sprawy. Wtedy wystarczy jedynie być i w najtrudniejszej dla kogoś chwili dać coś pozytywnego od siebie – chociażby uśmiech i pogawędkę o czymś dobrym. To bardzo wiele znaczy. Bo ile można rozmawiać o tym, że jest źle. Szczególnie teraz, gdy zbyt wieloma złymi rzeczami karmi nas ten świat. A tych, co chcą ciągle rozmawiać o negatywnych stronach życia, trzeba omijać z daleka, bo oni wcale nie chcą nic zmienić na lepsze.

Ktoś mi uświadomił niedawno, że mam bardzo cenną umiejętność oddzielania problemu od człowieka. Tego podobno nawet uczą ludzi na kursach. To może czasem dziwnie wygląda, gdy się krytykuje czyjeś złe wykonanie zadania i zleca wiele poprawek, a za chwilę robi się z tą osobą kawę w kuchni głośno się razem śmiejąc. Nawet jeśli mam uwagi do czyjejś pracy czy do zachowania (a mówię wprost, że mi się coś nie podoba i to czasem bardzo konkretnie), to nie zmienia faktu, że lubię z tą osobą spędzać czas, rozmawiać, iść do kina. I w drugą stronę – to, że za kimś nie przepadam i może nie lubię z nim spędzać czasu, wcale nie oznacza, że nie docenię jego pracy i zaangażowania. Bo to, jaki jest, nie ma wpływu na to, jak widzę zrobioną przez niego pracę. To dwie różne rzeczy. Wszyscy ci, którzy się do tego przyzwyczaili (a nie było to w sumie takie trudne), docenili taki model współpracy. Bo to naprawdę ułatwia życie! Mogę się na Tobie zawieść i w tej konkretnej kwestii już Ci pewnie nie zaufam, ale będę Cię nadal cenić za inne cechy czy umiejętności. Myślę, że to całkiem uczciwe podejście.

.

A TAK OGÓLNIE, TO COŚ CZUJĘ, ŻE 2019 ROK TO BĘDZIE JEDEN WIELKI FAJERWERK Z DOBRYMI ZDARZENIAMI.

TEGO ŻYCZĘ I SOBIE, I WAM.

.

Chciałabym Was zostawić z jednym cytatem do zapamiętania: „Nikt nie stał się lepszym człowiekiem przez udowadnianie innym, że są gorsi od niego..

Wszystkiego dobrego!

Idę składać dalej mój prezent bożonarodzeniowy. See ya! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.