MALTA crazy trip – organizacja wyjazdu

48 godzin na zwiedzanie Malty to szaleństwo, bez wątpienia. Ale czymże byłoby życie bez drobnych szaleństw?

Na początek z ogromną przyjemnością napiszę: dziękuję, że nie zwątpiliście. Że nie usłyszałam kolejnego „bez sensu”. Że dla tylu z was to był świetny pomysł, kilka osób służyło wiedzą, a komunikat zwrotny do informacji o wyjeździe był w 100% pozytywny. To oznacza, że otaczam się właściwymi ludźmi! ;)

.

Jak to się stało, że Malta?

Od jakiegoś czasu chciałam sobie gdzieś polecieć, tak po prostu. Odpocząć, zregenerować się w innym otoczeniu. Stworzyłam sobie nawet specjalną tabelę, w której zaznaczyłam kierunki wylotów z Katowic znanych tanich linii lotniczych, a do tego dodałam dni lotów (bo są stałe) i orientacyjne ceny noclegów w danym kraju. I to sobie tak było, a ja podpytywałam kolejnych znajomych, czy nie chcieliby się gdzieś wybrać. Wstępnie rozmowy kręciły się wokół wylotu gdziekolwiek na koniec sierpnia, a z tego powoli wyklarował się pomysł, by udać się na weekend na Maltę (lot w piątek po pracy, powrót późno w niedzielę). Szaleństwo! – choć jak się później okazało, nie było ono tak wielkie jak to, co miało się faktycznie wydarzyć… Jakoś do tej pory średnio mnie ten kierunek interesował, nie wiem dlaczego. Ale gdy tylko zaczęłam mówić znajomym o swoich wstępnych planach, to szybko wyszło, że jednak ktoś tam był, a nawet bardzo poleca. Koleżanka pokazała mi świetną stronę (link będzie niżej), która opowiadała o właściwie każdym aspekcie pobytu na Malcie (dziękuję, K.! :*). I do tego te cudne widoki! To mnie coraz bardziej, choć z pewną dozą nieśmiałości, nakręcało na Maltę.

.

Organizacja wyjazdu

Spoookooojnie, mamy półtora miesiąca na zorganizowanie wszystkiego! Lot wyniesie jakieś 400 zł w obie strony, dwa noclegi ze śniadaniem to – zakładając niewygórowane oczekiwania – ok. 200 zł/os. Jeszcze tylko jakieś obiady, transfer z lotniska do hotelu, zwiedzanie. Początkowo rozważaliśmy zwiedzanie wyspy na rowerze, bo Malta jest mała, ale byłby to bardzo głupi pomysł (o czym przekonałam się na miejscu i uzasadnię później), potem padło hasło, żeby wypożyczyć samochód (i to rozwiązanie ma również wiele wad) albo wykupić gotową wycieczkę na miejscu. Ogólnie byliśmy w stanie zamknąć taki wyjazd w przyzwoitej (jak na ten kierunek i jeszcze wysoki sezon) cenie. Pozostało dogadać się co do szczegółów, kupić bilet i ahoj przygodo!

ALE… to by było za łatwe… ;)

Niespodziewanie w pewien piątek wieczorem dowiedziałam się, że w kolejnym tygodniu – od wtorku do piątku – będę miała możliwość zaplanować jakiś wyjazd. Ach! Uwielbiam takie miłe niespodzianki! Myślałam o powrocie do Lizbony lub na Cypr, bo Malta miała być za miesiąc. Moja tabela lotów poszła w ruch i niestety szybko się okazało, że Wizzair nie ma żadnego kierunku, w którym można by rozpocząć podróż we wtorek a wrócić w piątek. Do wyboru miałam albo wtorek-czwartek, albo środa-piątek. I ani Portugalia, ani Cypr nie pasują tu w ogóle, a zmiana lotniska na Kraków czy Warszawę tym razem nie wchodzi w grę.

Tym sposobem do wyboru pozostały następujące kierunki: Bari (Włochy), Neapol (Włochy), Kutaisi (Gruzja), Split (Chorwacja), Burgas (Bułgaria), Barcelona (Hiszpania) i Malta. Do Splitu super, bo lotnisko jest położone przy samym Trogirze, a wypróbowany już pensjonat oferuje transfer. Ale byłam tam dwukrotnie w ciągu ostatniego roku, więc pomimo sentymentu chciałam poznać coś nowego. Kutaisi – genialnie, bo nigdy nie byłam w Gruzji a bardzo bym chciała. Ale po pierwsze kompletnie nie wiem czego mam się spodziewać, a po drugie znajomi odradzali mi wypożyczanie tam samochodu, więc ekspresowe zorganizowanie sobie wyjazdu w takie miejsce na trzy dni przed wylotem byłoby dość kłopotliwe. Brałam jeszcze pod uwagę Bari, gdyż zdjęcia, które mi się pokazały po wpisaniu tej nazwy w Google były niezwykle kuszące. Reszta kierunków odpadała z różnych względów. Ale jakoś tak ta Malta mi utkwiła w głowie… niech więc będzie Malta. Miesiąc wcześniej niż to było pierwotnie planowane.

Wylot już w środę, więc mamy cztery dni na zorganizowanie całej wyprawy! CZTERY.

Rozpoczynamy wyścig z czasem, mając jednocześnie świadomość, że na ostatnią chwilę ceny drastycznie pójdą w górę – i tak też niestety było. Dlatego od razu (czyli w nocy z piątku na sobotę) zabraliśmy się do rezerwowania lotu i noclegu. Opowiem krótko po kolei o tej organizacji, może akurat wam to kiedyś pomoże wybrać się w wymarzoną podróż.

  1. Lot. Zazwyczaj takie rzeczy ogarniało za mnie biuro podróży (za wyjątkiem lotu do Oslo, ale to dawno było i inaczej wyglądało), więc nie miałam do końca świadomości, że to jest dość złożony proces. Planowaliśmy zabrać plecaki, które ułatwią nam poruszanie się po Malcie bez konieczności pozostawienia bagażu w przechowalni (choć niestety kosztem ilości zabranych rzeczy). W związku z tym nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, żeby taki miękki bagaż ze sprzętem fotograficznym trafił w ostatniej chwili do luku bagażowego (niestety jest taka możliwość), więc musieliśmy wykupić Wizz Priority (29 zł/os.; to była bardzo słuszna decyzja i teraz wiem, że nie poleciałabym już nigdzie bez tego udogodnienia). Okazało się, że pojawiła się konieczność, abyśmy w drodze powrotnej mieli wygodne miejsca – wykupienie tych z większą przestrzenią na nogi to było ok. 90 zł/os., natomiast rezerwacja normalnych miejsc kosztowała ok. 40-60 zł. Wykupiliśmy, co zrobić. Po tym niezwykle ciekawym przedsięwzięciu, z biletami na mailu, człowiek niezwykle uszczęśliwiony poszedłby już spać. Ale właśnie… tam też spać gdzieś trzeba. Szukamy więc noclegów… i tu jest jeszcze trudniej.
  2. Noclegi. Z przyzwyczajenia i ze względu na wypracowane już zniżki, po raz kolejny zaufaliśmy Booking.com (powinni mi płacić abonament za ciągłą reklamę;). Na dwie noce nie potrzebujemy pałacu. Wystarczy jakiś zwykły hotelik, miło jak dadzą śniadanie. Na hostel nie było już szans w tamtym czasie, choć może to i dobrze, bo zawsze mam przed oczami komentarz na TripAdvisor pod ofertą jakiegoś hostelu: nie ukradli mi nerki ani innych narządów, więc jest ok. A moja wyobraźnia działa… ;) Czytałam wcześniej, że na Malcie jest bardzo duża wilgoć i trzeba się nastawić, że może się zdarzyć jakaś pleśń na ścianach, więc i to ryzyko fajnie było zminimalizować. Jednak wybór był niestety marny – większość propozycji albo nie do przyjęcia, albo drogie. Został nam niewielki hotel w pobliżu miejscowości Sliema, ok. 3 km od jej centrum. Cena była powiedzmy akceptowalna, a ogromnym atutem był basen i śniadania w pakiecie. Trzy kilometry to nie tragedia przecież – trochę schudnę, a w razie czego wszędzie jeżdżą miejskie autobusy. No… to noclegi zarezerwowane, więc można iść spać. Resztę ogarnę już sobie następnego dnia.
  3. Dojazd z domu na lotnisko. Korporacja taxi, z której korzystałam kilkakrotnie bierze 90-100 zł za dowóz na lotnisko (pod warunkiem ustalenia ceny telefonicznie podczas zamawiania kursu). W dwie strony to już 200 zł, więc taniej pojechać swoim autem te 40 km (w sumie 80) i zostawić je na strzeżonym monitorowanym parkingu (45 zł za 3 dni). Autobusu już nie brałam pod uwagę, bo bardzo nam jego rozkład jazdy nie pasował. Ofert prywatnych parkingów jest do zatrzęsienia, ceny konkurencyjne, dowiozą cię busikiem pod sam terminal, a potem odbiorą o umówionym czasie – no idealnie. Rezerwację zrobiłam już w sobotę.
  4. Transfer z lotniska do hotelu. W organizacji tego przewozu niezwykle pomogła mi strona maltaigozo.pl (zakładka: transfer). Udało nam się wykupić miejsce w busiku, który zabierze nas do naszego hotelu za 5 euro/os. A w drugą stronę jeszcze pomyślimy co zrobić.
  5. Zwiedzanie. Tutaj ogromny wpływ na to, jak i co będziemy zwiedzać również miała strona maltaigozo.pl. Bo w zakładce Vouchery można znaleźć ciekawą ofertę wycieczek. Początkowo braliśmy pod uwagę Malta Jeep Safari (30 euro), wycieczkę piętrowym autobusem (Blue Tour na północy wyspy i Red Tour na południu – 17 euro) albo coś z rejsem. A tak naprawdę wszystkie propozycje z ich strony są godne uwagi i świetnie opisane, więc ciężko wybrać. Ostatecznie wyszło tak, że w pierwszy dzień zwiedzamy we własnym zakresie z pomocą komunikacji publicznej (jest dobrze rozwinięta), a drugiego dnia wybieramy się na wycieczkę, po której od razu będziemy się transportować na lotnisko.
  6. Przewodniki. Na wspomnianej już dwukrotnie stronie maltaigozo.pl (zakładka: vouchery) można znaleźć kod rabatowy na dwa przewodniki po Malcie. Od razu zamówiłam obydwa, mając nadzieję, że do środowego południa jakimś cudem dotrą do paczkomatu. A na maila dostałam dodatkowo bardzo fajne praktyczne materiały. Jak się okazało, zamówienie tylko jednego przewodnika by wystarczyło, bo treści się mocno powielają. Mnie się bardziej podobał ten mniejszy. Ale czy zdążył dotrzeć przed wylotem?
  7. A z jedzeniem sobie już jakoś poradzimy bez planowania i rezerwacji.

.

W niedzielę i poniedziałek po pracy jeszcze doczytywałam o Malcie, wysyłałam maile i słuchałam dobrych rad, żeby w miarę bezproblemowo przeżyć ten wyjazd. We wtorek po pracy już pozostało się spakować, bo w środę wczesnym popołudniem trzeba było wyjeżdżać na lotnisko.

A tu nie mamy ubezpieczenia podróżnego.

I przewodniki też jeszcze nie dotarły…

NADESZŁA ŚRODA.

.

[c.d.n.]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.