Kierunek: Mazury (dzień 1 – Wojnowo, Kadzidłowo, Mikołajki)

Mój kolejny pomysł na wyjazd zrodził mi się w głowie znienacka. Bo co zrobić z wolnym weekendem? Można się przecież gdzieś wybrać. Na przykład na Mazury. W moim przypadku to jakieś 670 kilometrów. Ale to żaden problem, wystarczy tylko chcieć.

.

Ta droga była daleka,
Ta droga była bez końca.
Horyzont wciąż dalej uciekał
I asfalt był śliski od słońca.
Pęd śmiał się i szarpał za włosy
I dyszał silnik zmęczony.
Sentymentalnie, na głosy
Śpiewały cztery opony.
/Kult i Kwartet Proforma – „Ta droga była daleka”/

.

Swoją podróż rozpoczynamy o 4 nad ranem w sobotę. Po bardzo małej, aczkolwiek bezpiecznej dla podróży ilości snu. O piątej już drogach robi się zaskakująco ciasno, wszyscy jadą wypocząć. Nasz plan jest taki, żeby przez najbliższe dwa dni – sobotę i niedzielę – zobaczyć coś fajnego i oczywiście zostawić sobie niedosyt na przyszłość. Nie da się przecież tej pięknej krainy obejrzeć dobrze w tydzień, a co dopiero w tak krótkim czasie. Tym bardziej, że na Mazury jedziemy również odpocząć nad jeziorami, w zieleni, co wymaga jednak chwilowego chociaż zatrzymania się w tym biegu. Byłam tam jakieś 14 lat temu na bardzo intensywnym zwiedzaniu i do dzisiaj pamiętam większość z tych miejsc. Tym razem chciałam zobaczyć coś nowego, ale i wrócić w jedno miejsce, które kojarzy mi się z bardzo serdecznym przyjęciem i pewnymi wspaniałymi ludźmi – do Mikołajek.

Aż się zdziwiłam, że w wysokim sezonie udało mi się na ostatnią chwilę zarezerwować nocleg za 80 zł/noc/pokój w naprawdę bardzo dobrych warunkach. W dodatku niedaleko Giżycka, z widokiem na Jezioro Niegocin.

Na dobrą pogodę nawet nie liczyłam. Prognozy były bezlitosne. Ale przecież, mimo że słodka, to z cukru nie jestem ;)

.

Plan był taki, aby po drodze na nocleg zahaczyć o:

  1. Wojnowo – dwa prawosławne obiekty sakralne;
  2. Kadzidłowo – Park Dzikich Zwierząt;
  3. Mikołajki – parafia Ewangelicko-Augsburska Św. Trójcy, marina.

Natomiast na drugi dzień zostawiliśmy sobie:

  1. Wilkasy – spacer nad Jeziorem Niegocin;
  2. Mamerki – bunkry byłej kwatery dowództwa Wehrmachtu;
  3. Węgorzewo – Port Keja, obiad;
  4. Giżycko – plaża, Port Żeglugi Mazurskiej, kanał Giżycki

.

Przez obydwa dni mieliśmy tak wielkie szczęście do tej nieszczęsnej pogody, że choć burza wisiała w powietrzu cały czas, to padać zaczynało dopiero jak już wracaliśmy po zwiedzaniu do samochodu. Jechaliśmy wtedy w kolejne miejsce i znów: burzowe chmury, zwiedzamy, słychać delikatne grzmoty bez błysków, nagle zrywa się wiatr, wracamy, a już na parkingu zaczyna się ulewa. Stąd też zdjęcia są w szarej i ponurej kolorystyce. Ale dzięki temu klimat całej wyprawy, wbrew pozorom, był naprawdę świetny.

.

Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że deszcz pada tylko na romantyków – dla pozostałych to zwykła ulewa, która moczy im ciuchy i buty ;)

.

A drogi? Miejscami bardzo skromne. Wąskie, niekoniecznie asfaltowe. Zdarzały się leśne i polne. To jest właśnie cały urok tamtych terenów, bo jechać autostradą to żadna filozofia. A przebrnąć przez miejscowości o niezwykle uroczych, a czasem dziwnych nazwach (np. Dyszobaba), w dodatku drogami, które prawie nie istnieją – genialna przygoda!

Ale po kolei…

.

1. WOJNOWO

Wieś nad rzeką Krutynią, założona w 1832 r.przez rosyjskich staroobrzędowców. W 1667 roku odłączyli się oni od Cerkwi Prawosławnej, nie przyjmując poprawek, których patriarcha Nikon dokonał w odniesieniu do obrzędów cerkiewnych, śpiewu i ksiąg liturgicznych. Jedziemy najpierw zobaczyć dawny klasztor staroobrzędowców. Jest to obiekt prywatny. Kierując się drogowskazami, zjeżdżamy z asfaltu:

Kilkadziesiąt metrów dalej naszym oczom ukazuje się obiekt, którego szukamy:

Wjeżdżamy na parking po lewej stronie i pieszo bocznym przejściem udajemy się na szybkie zwiedzanie. Bo chmury wiszą, a teren wart jest obejrzenia w całości. Wchodzimy do cerkwi klasztornej:

Mogłabym pokazać wam, jak jest w środku, ale po pierwsze szanuję zakaz fotografowania, a po drugie – będziecie mieli powód, by zboczyć nieco z głównej drogi i zobaczyć to na własne oczy. Po wyjściu rozglądamy się jeszcze wokół…

…i ruszamy na szybki spacer ścieżką do jeziora. Trafiamy na stary cmentarz:

Cmentarz został przez nas szybko obesz… okrążony i wracamy, bo złowieszcze chmury tylko czekają, żeby nas stamtąd wygonić.

Wychodzimy z klasztornego terenu w nieco innym miejscu, ale również obok naszego parkingu…

…by się przyjrzeć ciekawej wystawie zdjęć. Niektóre ujęcia były naprawdę świetne.

Teraz powrót na parking i jedziemy dalej. Wyjeżdżając na asfalt kierujemy się w lewo, w poszukiwaniu drugiego z obiektów sakralnych w Wojnowie: biało-niebieskiej cerkwi – parafii prawosławnej p.w. Zaśnięcia NMP.

Gdy wchodzimy na teren parafii, na bramie wita nas taki komunikat:

Wstęp do cerkwi jest płatny (jakieś grosze). Tutaj też można zakupić kilka pamiątek czy folderów z historią obu prawosławnych obiektów sakralnych w Wojnowie. Budynek można obejść na około, podziwiając zdobienia na cerkwi. Obok znajduje się również mały cmentarz. Jako że pogoda nam się coraz bardziej psuła i padał deszcz, pojechaliśmy dalej – nieco na północ, nadal w stronę Mikołajek.

.

2. KADZIDŁOWO

Nie miałabym nawet pojęcia, że w Kadzidłowie jest coś wartego uwagi, ani nawet że taka miejscowość w ogóle istnieje, gdyby nie to, że ktoś ze znajomych na Facebooku wrzucił zdjęcia z Parku Dzikich Zwierząt. Uwielbiam takie inspiracje, bo nie są to idealne zdjęcia z katalogów robione w programach, tylko autentyczne kadry z miejsc, które rzeczywiście warto zobaczyć.

Park Dzikich Zwierząt Kadzidłowo im. prof. Benedykta Dybowskiego, znajdujący się na terenie Puszczy Piskiej, to jedyne w Polsce prywatne zoo. Jedziemy przywitać się z lisami, rysiami, jenotami, wilkami i jeleniami. W tym celu znów zjeżdżamy z asfaltu za drogowskazami…

Co prawda, Google Maps chce nas prowadzić inną drogą, ale cóż… brniemy dalej tą, której – jak widać powyżej – nie ma. Drogowskazy nie mogą się przecież mylić ;) Za to tamtą wyznaczoną wyjedziemy później z Kadzidłowa.

Ta brzydka plama na zdjęciu to kropla wody na szybie. Wyścig z czasem (i z pogodą) trwał nadal.

Na miejscu, przy samym wejściu do parku są duże parkingi. W małej budce z pamiątkami kupuje się bilety wstępu (18 zł dla dorosłych, 9 zł dla dzieci) i o wyznaczonej godzinie pojawia się przewodnik, który wpuszcza całą grupę na teren Parku, opowiadając o wszystkim, co widzimy po drodze. Przez kolejne ogrodzenia przechodzi się szerokimi drewnianymi drabinkami. Są to dobrze zrobione i całkiem wygodne przejścia, ale osoby mające trudności z poruszaniem się będą musiały niestety zrezygnować ze zwiedzania. A paniom proponuję założyć tym razem spodenki zamiast sukienki… ;) Zwierzęta kręcą się obok nas, niektóre możemy dotknąć, a nawet nakarmić zakupionym wcześniej pokarmem.

Nie, nie chodzimy za siatkami! Powyższe zdjęcie zrobiłam, gdy staliśmy całą grupą w środku wygrodzonego dla zwierząt obszaru. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki…

Uratowani! Uratowani jesteśmy! Bocian! Patrz! Bocian! Jak on żyje, to znaczy, że my też możemy!

Za małym płotkiem biegają również pieski chihuahua, które podobno swego czasu wychowywały w Parku wiewiórkę i woziły ją na swoim grzbiecie.

Sarenki można pogłaskać, małe kozy też się znajdą obok…

Ptaki są nieco bardziej zadziorne, więc lepiej ich nie ruszać.

A lisek, ze względu na kwarantannę, siedzi sobie za ogrodzeniem pod napięciem. Może dlatego ma taką zniecierpliwioną minę ;)

Pod koniec spaceru przez kolejne tereny, obejrzawszy już to, co biega, lata i to, co patrzy znudzone wielkimi oczami, poznawszy rysie, jenoty i mnóstwo innych mieszkańców Parku, trafiamy do osiołków…

Im mniejsze, tym bardziej urocze… Przychodzą, przytulają się.

Na koniec jeszcze zagroda z wilkami. Obejście wszystkich zagród zajęło nam ok. 1,5 godziny. Niebo już grzmiało dość konkretnie. Na parking pobiegliśmy w ulewie, przemoczeni, bo parasol nie dawał rady wichurze. Opuszczając Kadzidłowo z drugiej strony, wjechaliśmy na drogę asfaltową i pomknęliśmy w kierunku Mikołajek…

Po drodze zdążyliśmy trochę wyschnąć ;)

.

3. MIKOŁAJKI

 Najpierw ruszyliśmy obejrzeć miasteczko, bo – jak widać poniżej – w każdej chwili mogliśmy się spodziewać najgorszego…

Miejscem, które szczególnie chciałam odwiedzić, była Parafia Ewangelicko-Augsburska, gdzie znajduje się Centrum Spotkań Ekumenicznych oraz jest to miejsce odpoczynku, gdzie można wynająć pokój na nocleg. Kiedyś, za sprawą znajomych, miałam okazję spędzić tam naprawdę niezwykłe chwile ze wspaniałymi ludźmi.

I to naprawdę nie jest ważne, jakiego jesteś wyznania. I czy w ogóle jesteś jakiegokolwiek. Liczy się wyłącznie to, jakim jesteś człowiekiem.

Złowieszcze chmury nadal nad nami wisiały, więc po spacerze zdecydowaliśmy się na obiad i deser w jednej z portowych knajpek. Cudownie jest spożywać coś pysznego z takim widokiem centralnie przed sobą…

No i nadeszła pora, by pofatygować się na nocleg. Bo czekał nas kolejny intensywny dzień. Ale o tym w następnej notce.

.

………………………….

Niestety najczęściej bywa tak, że wszyscy by chcieli gdzieś jeździć, coś przeżyć, ale w większości przypadków podróże kończą się na trasie salon-kuchnia. Ewentualnie Żabka-telewizor. Ale zazdrościmy na potęgę, wylewamy z siebie uszczypliwości, że ten to pewnie nie ma co z pieniędzmi robić albo szalony, że jedzie poza własne województwo. I niby chcemy pięknego życia, ale nie robimy nic, by takie mieć. Chcesz gdzieś jechać? Znajdź miejsce, zarezerwuj lot, nocleg. Tak po prostu. Obecnie już do tego nie potrzeba dużych pieniędzy – dużo więcej wydajesz miesięcznie na głupoty!

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.