Przygotowania do podróży

To wspaniałe mieć taką pracę, żeby nie musieć z utęsknieniem odliczać dni do urlopu. Już nawet nie pamiętam, kiedy wypadają jakieś długie weekendy, bo wystarczy tylko pomysł, a każdy z weekendów można nieco przedłużyć – kwestia odpowiedniej organizacji i dogadania się. Ale jestem na tyle zaintrygowana tegorocznym urlopem, że pora zacząć odliczanie…

Biuro podróży czy samodzielna wyprawa?

Planowanie wakacji z biurem podróży jest jednak znacznie łatwiejsze niż wyjazd na własną rękę. Wybierasz hotel z basenem z miliona ofert, płacisz raz za wszystko, zabierasz bagaż, kieszonkowe i nic więcej Cię nie obchodzi. Oni Cię dostarczą, wykarmią, powiedzą co do czego, z czym i jak, a na koniec jeszcze wsadzą w samolot, żebyś przypadkiem nie został, by dalej im zawracać gitarę. Natomiast planowanie podróży autem to taki trochę przymusowy spontan. Niby wszystko jasne, a i tak wyjdzie inaczej. Niby budżet zgromadzony, ale cały czas wyskakują nowe rzeczy. Ale czy to właśnie nie jest w tym wszystkim ekscytujące? To nie jest tak, że muszę mieć wszystko zorganizowane w 100%. Ale po prostu czasem wolę, jak inni martwią się o szczegóły za mnie. Wtedy się fajnie i bezstresowo odpoczywa. To takie trochę lenistwo, ale przecież po to się jedzie na wakacje, żeby się o nic nie martwić przez te kilka dni… ;)

Jak to się zaczęło

Najpierw był pomysł na miejsce docelowe. Kilka miesięcy temu. Potem zaczęłam się interesować tym, jak tam dojechać, co można tam zobaczyć i czym się zachwycić, ale również co koniecznie trzeba zjeść, jakiego alkoholu spróbować i czego nie robić, żeby nie narazić się na konsekwencje. W tym celu od kilku tygodni oglądam mapy, czytam, poszukuję i zawracam głowę znajomym (kochani jesteście! :*). Nie po to, żeby zaplanować wszystko od A do Z, bo najlepsze wspomnienia i tak powstają tam, gdzie życie dzieje się samo, nie planowane. Ale po to, żeby znać jak najwięcej możliwości i mieć w czym wybierać, gdy na miejscu się okaże, że okoliczności kształtują się jednak inaczej, niż myślałam. Lubię mieć jakieś wyjście awaryjne po prostu (albo kogoś u boku, kto takie wyjście potrafi stworzyć na poczekaniu…) – to daje poczucie bezpieczeństwa. Ale też i dlatego, żeby na ten krótki wyjazd wybrać miejsca, które będą kwintesencją kraju, do którego zmierzam i pozwolą mi doświadczyć czegoś naprawdę wyjątkowego. A jak będzie to się przecież dopiero okaże…

Koszty

Na tym etapie najtrudniej mi oszacować koszty. Owszem, benzynę, winiety czy wstępy można sobie łatwo policzyć. Ale do tego dochodzi cała nieprzewidziana reszta – jedzenie, rozrywka i przyjemności. I to w kraju mocno nastawionym na turystykę, którego w ogóle nie znam. Tak coś czuję, że to będzie niezła przygoda…

Droga do celu i noclegi

Warto zacząć od określenia trasy, potem można ją ewentualnie modyfikować, zależnie od potrzeb. No i noclegi – chciałam mieć już coś zarezerwowane, bo mam niefajne doświadczenia w tym względzie, gdy kiedyś na spontanicznym wyjeździe okazało się, że na miejscu już nigdzie nie ma wolnych pokoi i niestety szukanie noclegu spadło całkowicie na mnie. Kilka godzin stresu zamiast odpoczynku i słuchanie marudzenia, że wszystko zajęte, gdzie my teraz będziemy spać i wszystko źle. Aż się odechciewa. Nauczona więc tego rodzaju okolicznościami, zaczęłam sobie wyszukiwać różne fajne miejscówki na potencjalny nocleg. Tu z nieocenioną pomocą przyszedł portal Booking.com i TripAdvisor (koniecznie czytajcie opinie!). Ostatecznie wybraliśmy trzy obiekty – 2x apartamenty i hotel 4*. Nocowanie w kilku miejscach daje lepsze możliwości poznania wszystkich ciekawszych miejsc. No i w razie gdyby coś było nie tak, za cienką ścianą ktoś co chwilę uprawiał seks (mało komfortowe, serio) albo coś innego przeszkadzało w odpoczynku, to za parę dni i tak jedziemy dalej. No i nie trzeba spędzać tyle godzin w aucie każdorazowo żeby coś zwiedzić. Taka świadomość też pozwala na większy komfort. Dla tych, którzy jadą w jedno miejsce i dwa tygodnie smażą się na plaży od rana do wieczora, takie rozwiązanie raczej nie będzie interesujące, ale ja akurat lubię po trochu wszystkiego zobaczyć i spróbować.

Jeszcze tylko kilka dni…

Czekają mnie jeszcze dość pracowite dni – zakupy, formalności, dokumenty, przegląd auta, odwiedziny u bliskich, lekarz – bo kontuzja, Summer Cars Party, ciekawa wystawa zdjęć i być może jeszcze po drodze impreza, jak się ogarnę do tej pory.

Ale powoli już czuję, że ten urlop nadchodzi, już zaraz zapuka do drzwi i każe znosić nad ranem ciężkie walizy z ostatniego piętra. Jedna będzie cała z butami!

Żartuję.

Dwie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *