Bądź bohaterem na co dzień

Facebooka opanowały koty, które czasem wydają mi się głupie jak but od lewej nogi (choć są przy tym całkiem urocze i zabawne). Do tego wszędzie spoglądają smutne pieski ze schronisk i ogólnie „przygarnij Kropka”. No i oczywiście wszechobecni hejterzy, którym znowu w życiu nie wyszło. Internet robi się bardzo przewidywalny pod każdym względem. Wręcz nudny.

Ludzie rozczulają się nad samotnością zwierząt i to jest niby normalne, bo tak trzeba, bo to żywa istota (nie przeczę!). Ale z kolei każda bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi jest czymś nadzwyczajnym i uchodzi za akt bohaterstwa. Bo nadal wielu utopiłoby innych w łyżce wody. Ale jednocześnie tak gorliwie pomagają… pieskom, bo łańcuch za krótki i im się paznokieć przez to złamał. I kotkom, bo ktoś chciał je wziąć na kebab. I świnkom, których nie wolno jeść, bo płaczą (to oczywiście drobne złośliwości z mojej strony, nadmiernie wrażliwym doradzam kliknięcie w krzyżyk u góry zakładki). Może to tak nie wygląda, ale naprawdę uwielbiam zwierzaki i uważam, że należy o nie bezwzględnie dbać. Ale jak już po raz któryś, przegryzając kanapkę, oglądam na fejsie psinę z ranami i w strupach, to mój zacny żołądek zaczyna żyć własnym życiem. Natomiast jak widzę panią, która idzie zabytkowym deptakiem ze skarbonką krzycząc, że to na chomika czy innego konia lub słonia, a przy tym z niesmakiem mija ludzi, którzy może dziś nic ciepłego nie jedli, to mam takie odczucia, że niekoniecznie idzie to wszystko w dobrą stronę.

Powiecie, że zwierzę potrafi być wdzięczne, że jest przyjazne, a człowiek człowiekowi jeszcze problemów narobi. W sumie prawda. Ale można też inaczej podejść do tematu i próbować dawać ludziom to, co sami chcielibyśmy od nich otrzymać. Z tym że faktycznie nie oczekując niczego w zamian.

Niedawno, odbierając służbową pocztę, nie zwróciłam uwagi, że jeden z listów poleconych nie był adresowany do nas, tylko do firmy X. Po prostu starszy pan listonosz, będący na zastępstwie i słabo ogarniający tablet, zwyczajnie się pomylił. Zdarza się. Po wykryciu pomyłki, zadzwoniłam do faktycznego adresata wspomnianej korespondencji i podrzuciłam im list te parę ulic dalej z przeprosinami (bo czasem awizowanie korespondencji urzędowej może być swego rodzaju taktyką procesową albo urlopową, a ja przecież mogłam właśnie komuś nieźle namieszać). W każdym razie zrobiłam sobie przyjemny spacerek w środku dnia, połączony z małymi zakupami, więc na pewno nie był to czas stracony. Zdziwienie moje było ogromne, kiedy po południu odebrałam telefon, z informacją, że szef firmy X chce ze mną osobiście rozmawiać. Ups… Milion myśli w sekundę. A on mi po prostu bardzo dziękuje za odebranie korespondencji i chce pokryć koszty, jeśli jakieś poniosłam w związku z koniecznością dostarczenia im listu, a do tego przeprasza, że musiałam się fatygować, ale nie mógł po to przyjechać. Szok. Miło. Bardzo. Ale przecież to był zwyczajny odruch, prosta rzecz – zaniosę, żaden problem. Naprawdę, żaden wyczyn. Tym bardziej, że do tej sytuacji osobiście również się trochę przyczyniłam, podpisując się własnym nazwiskiem na tablecie. Ale gdyby nawet ten list z jakiegokolwiek innego powodu się zawieruszył, również oddałabym go osobie zainteresowanej. No oczywiście, mogłam powiedzieć, że nie mam czasu. Tylko po co? To było bardzo miłe ze strony tego człowieka, że docenił to, co zrobiłam. Ale dało mi też do myślenia – czy zwykła ludzka bezinteresowna drobnostka jest czymś tak dziwnym w dzisiejszych czasach? Czy zrobienie czegoś dla kogoś, ot tak po prostu, nie jest już rzeczą normalną? Ciężko mi to zrozumieć, bo jeśli chcę coś dla kogoś zrobić, to nie oczekując niczego w zamian, po prostu to robię. Jeśli chciałabym komuś coś fajnego podarować, to daję. Bez pytań kiedy rewanż. I nie wierzę, że nikt już tak nie robi!

Ostatnio też podobna refleksja mnie naszła, gdy po raz kolejny ktoś dostał nagrodę za to, że komuś pomógł (a pracuje w służbach ratunkowych na przykład). Czy to nie powinno być kwestią bezdyskusyjną, że ratujemy kogoś, bo tak trzeba? A nie dlatego, że można coś dostać za to, na przykład milion lajków na Facebooku i uścisk dłoni jakiegoś prezesa. To niewątpliwie fajne uczucie, gdy inni ludzie podziwiają. Ważne jest również, aby pokazywać pozytywne przykłady zachowań. Ale bez tego też jest ogromna satysfakcja, naprawdę. Po co* robić sensację z czegoś, co jest często w pewnym sensie naszym obowiązkiem wobec drugiego człowieka?

Bardzo mi się podoba postawa wielu motocyklistów, którzy widząc na jednej z grup facebookowych prośbę o wsparcie w jakiejś kwestii, rzeczowo odpowiadają i dają wskazówki, dzielą się wiedzą, żeby ktoś też mógł sobie z problemem poradzić – czy to o naprawę maszyny chodzi, czy o doskonalenie umiejętności. To jest naprawdę fajne, szkoda, że nie przekłada się na środowiska związane z innymi dziedzinami… (ale to jest niestety taka ogólna życiowa zasada, że jedni ludzie wspierają jak tylko mogą – merytorycznie, dobrym słowem, jakkolwiek, a inni – nudni i zakompleksieni – wytykają, że czegoś nie umiesz, wyśmiewają, pokazują swoją wyższość, zamiast dać dobry przykład i przy okazji zaimponować, wzbudzić podziw czy rozwinąć u kogoś zainteresowanie tematem). Genialne jest też gdy ktoś, będąc w trasie, prosi na grupie o pomoc, bo mu moto zaniemógł i stoi. Nie macie pojęcia, jak szybko ludzie potrafią się zorganizować i podrzucić na wskazane miejsce jakąś część zamienną. Obcej osobie! Bo przecież nie będzie tak stała z tym motocyklem na poboczu. To przywraca wiarę w ludzi!

Bo może jednak ten świat nie jest aż tak zepsuty…

.

…………..

* za każdym razem jak używam wyrażenia „po co”, przypomina mi się ta dziwna i nieco irytująca piosenka Kayah o tym samym tytule… (musiałam to napisać! I lepiej mi z tego powodu.)

.

/fotki: pixabay/

2 myśli na temat “Bądź bohaterem na co dzień

  • 9 października 2017 at 17:32
    Permalink

    o kurde … jakie zaległości w czytaniu mam tutaj ;) a to notka z końca sierpnia xD

    też ostatnio o tym myślałam.
    jak to możliwe że takie nadzwyczajne rzeczy w świecie jak życzliwość czy uprzejmość urastają do rangi wielkiego wyczynu … to powinno być normą przecież! ;)
    ciężkie czasy ehhh ;p

    p.s.
    na razie zdążyłam przeglądnąć fotki z Chorwacji … pięknie tam :)

    pozdrawiam :)

    Reply
    • 10 października 2017 at 11:15
      Permalink

      Dobrze Cię znów tutaj widzieć :)
      Zapraszam również na fotki ze Słowenii, bo choć pogoda nas trochę zaskoczyła, widoki nadal były atrakcyjne.
      Pozdrawiam!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *