Magiczny Nikiszowiec

Prawie całe życie spędzić w Katowicach i nie być na Nikiszowcu to grzech. Postanowiłam więc wykonać mały rachunek sumienia (żartuję, prawnicy nie mają sumienia) i udać się w to magiczne miejsce…

Zaczęło się od tego, że w jedną z majowych niedziel odwiedziła mnie znajoma para z sąsiedniego województwa, która nigdy nie miała okazji doświadczyć Katowic inaczej niż przez pryzmat dworca, galerii i własnego wypadku na jednej z głównych tras. Słaby początek, nie ma co.

Postanowiłam naprawić to okropne wrażenie i zaproponowałam, że pokażę im Katowice jakich jeszcze nie widzieli. Miałam na myśli raczej jakieś zielone tereny (w końcu przyjezdnym najtrudniej uwierzyć w to, że mamy więcej zieleni niż zabudowy przemysłowej). Mieliśmy do dyspozycji niestety tylko trzy godziny, więc wybór był znacznie ograniczony. Zapytałam, co chcą zobaczyć.

NIKISZOWIEC! – padło.

No i pojechaliśmy.

Zawsze bywałam w tamtych okolicach tylko przejazdem, na szybko, bez zagłębiania się w piękne, charakterystyczne, typowo śląskie osiedle. Byłam niezwykle zadowolona, że oto nadszedł ten moment, kiedy mogę to wszystko zobaczyć na żywo (we trójkę zawsze raźniej chodzić z aparatem po nieznanych terenach). A wszystko za sprawą moich cudownych gości :)

Gdy już w końcu znaleźliśmy fajne miejsce parkingowe, ruszyliśmy na spacer. Najpierw przez bramę na jedno z podwórek, gdzie jakiś przewodnik akurat oprowadzał wycieczkę. Wszędzie otaczała nas charakterystyczna zabudowa z czerwonymi elementami. Później przez Plac Wyzwolenia w stronę kościoła św. Anny. Cisza, spokój wszędzie. Ludzie przemykają ulicami, starsi – odświętnie ubrani – udają się na popołudniową mszę. Klimat Śląska, jaki pamiętam z dzieciństwa. Promienie słoneczne pięknie przebijają przez bramy i pomiędzy budynkami. Widok iście zachwycający!

Pstryknęłam naprędce kilka zdjęć. Żeby zrobić ciekawe ujęcia wolę się na spokojnie pokręcić po terenie, lepiej go poznać, poobserwować ludzi, poczuć klimat, a nie biec z zegarkiem. Dlatego też już wtedy wiedziałam, że na pewno tu wrócę. Z całym sprzętem foto i z jakimś fotograficznym towarzystwem (takie osoby doskonale rozumieją, po co włazi się w różne specyficzne miejsca i uprawia dziwną gimnastykę celem najlepszego doboru światła).

Kilka szybkich strzałów:

Warto wspomnieć pokrótce, że osiedle górnicze Nikiszowiec powstało według projektu Georga i Emila Zillmannów. Swoją nazwę zawdzięcza szybowi „Nikischschacht” (ten z kolei został nazwany od nazwiska barona Nickisch von Rosenegk). Zasiedlanie trwało od 1911 do 1919 roku. W 1951 r. Nikiszowiec został włączony w skład miasta Szopienice, a od 1960 Szopienice razem z Nikiszowcem zostały włączone do miasta Katowice i od tego czasu Nikiszowiec wraz z Janowem stanowi administracyjną dzielnicę Katowic. W 1978 roku Nikiszowiec wpisano na listę zabytków, a w 2011 roku został uznany za Pomnik historii. Obecnie miejsce to stanowi atrakcję turystyczną.

*****

Dokładnie tydzień po pierwszej wizycie, gdy w południe niespodziewanie wyszło słońce, postanowiłam ponownie udać się na Nikiszowiec, tym razem w innym gronie. Znów było mało czasu, ale byłam tak spragniona tego wyjątkowego klimatu, że musiałam tam pojechać. Udało mi się zrobić kilka innych fotek. Zabrakło mi jednak tej chwili, by usiąść sobie gdzieś i po prostu posiedzieć, chłonąc atmosferę. To będzie dobra okazja, by pojechać tam jeszcze raz… a może jeszcze raz? To samo miejsce odwiedzane z innymi ludźmi daje często całkiem inne wrażenia. Że o wspomnieniach nie wspomnę…

 Wrzucam parę dodatkowych fotek z drugiego wypadu. Liczę, że będę miała wkrótce możliwość uzupełnić ten materiał o jakieś nowe, nieszablonowe ujęcia.

Plac Wyzwolenia:

Kościół pw. św. Anny:

Osiedle od środka:

I na zewnątrz:

 

.

To kto następnym razem jedzie tam ze mną? ;)

.,

/przypominam o zakazie kopiowania zdjęć/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *