„Hajer na andyjskim szlaku” (2015)

Krótko o kolejnej części przygód Hajera.

Po tę książkę sięgnęłam niemal tuż po przeczytaniu pierwszej opowieści Mieczysława Bieńka, o której pisałam wam ->TU<- Byłam nią szczerze zachwycona, więc tym chętniej przystąpiłam do czytania o Ameryce Południowej.

Żeby nie przedłużać, bo mam akurat (oprócz kilku innych nieszczęść), chwilowo jedną rękę wyłączoną z użytku i niewygodnie mi się pisze, wspomnę tylko najważniejsze kwestie.

Ta część opowieści jest nieco inna, spokojniejsza. Może troszkę mniej się tu dzieje niż podczas wypraw do Azji, więcej miejsca zajmują piękne kolorowe fotografie, ale niczego jej to nie ujmuje. Dobry, śląski klimat ma tak jak i poprzednia. Choć czyta się ją inaczej. A w zasadzie wręcz pochłania, bo jest równie ciekawie i barwnie napisana. Jednym słowem – jak ktoś się zakocha w pierwszej książce tego autora („Hajer jedzie do Dalajlamy”), to na pewno nie odpuści dalszych części – i słusznie.

Na koniec mam parę cytatów, które mi wpadły w oko podczas czytania:

„Tymczasem taki niby prosty (dla nas, ludzi ” z Zachodu”) Indianin uświadomił mi, że powinniśmy brać z natury tylko tyle, ile naprawdę nam potrzeba.” – s. 133

„Na dworcu autobusowym pani sprzedająca bilety poinformowała mnie, że autobus do Potosi pojedzie tylko wtedy, gdy w ciągu najbliższych czterech dni znajdzie się jakiś trzeźwy kierowca.” – s. 299

„Zapewne wszyscy od czasu do czasu potrzebujemy czegoś, co jest niewytłumaczalne i poza wszelką logiką.” – s. 343

„I co tu robić, gdy ręce opadają, a reszta stoi.” – s. 66

.

P.S. Książka jest dostępna w księgarniach, gdyby ktoś chciał. Z „Dalajlamą” jest troszkę trudniej, ale trzeba trafić na dodruk. A warto, więc się nie poddawajcie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *