Kizz me – po raz drugi

Za nami trzecia już edycja festiwalu tanecznego Kizzmeeting.

Jeszcze lepsza od poprzedniej!

Uczestniczyłam w tym wydarzeniu po raz drugi. Wszystko dzięki takiej jednej osobie, która mnie do tego ostatecznie namówiła, bo ciągle się wahałam (dzięki! :*). I nie żałuję! Dokładnie rok temu zaczynałam swoją przygodę z kizombą na poziomie beginners. Długo się do tego przymierzałam, bo to jednak taniec dość kontaktowy a ja zasadniczo potrzebuję nieco więcej przestrzeni. Ale właśnie tamte zajęcia uświadomiły mi parę rzeczy i gdy po kilku miesiącach jeden z najfajniejszych instruktorów kizomby rozpoczął prowadzenie nowego kursu, postanowiłam zacząć jeszcze raz… I tak sobie teraz trenuję po parę godzin w tygodniu.

Sam festiwal (kizzmeeting.com) obejmuje nie tylko kizombę i tarraxinhę, ale i sembę (nie mylić z sambą!) oraz inne żywiołowe tańce pochodzenia afrykańskiego, na czele z kuduro. Z czego i tak tarraxinha jest najfajniejsza… ;)

Po raz pierwszy miałam również okazję uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez Fransa i Sarę z belgijskiej szkoły tańca (kizombalove.com). Frans jest doskonałym przykładem tego, że niski partner potrafi niejednokrotnie znacznie lepiej poprowadzić nawet wysoką partnerkę, niż niejeden wysoki facet. A on robi to tak delikatnie i uroczo, że ciężko wzrok oderwać… ;)

Dużo się nauczyłam, poznałam fajnych ludzi, wielu pozytywnych rzeczy doświadczyłam po raz pierwszy. Festiwal rozpoczął się w piątek wieczorem imprezą (co się tam działo to dłuższa historia…;) potem cała sobota i niedziela warsztatów, w międzyczasie wielka impreza z konkursem tańca i pokazami tanecznymi instruktorów (mega!). Festiwal zakończyłam dość wcześnie – zamiast na niedzielnej imprezie wieńczącej wydarzenie, w domku pod kołderką, bo już nie byłam w stanie się ruszać. Oj, będzie co wspominać!

A w poniedziałek wieczorem, z lekko naciągniętym mięśniem, pojechałam na zajęcia dalej tańczyć. Cóż, pasja…

Po tych wszystkich festiwalowych doświadczeniach mogę podzielić tańczących facetów na 3 grupy:

  1. tych, co świetnie prowadzą (zawsze im to mówię, bo myślę, że o pozytywnych rzeczach trzeba mówić wprost);
  2. tych, co nie potrafią jeszcze precyzyjnie prowadzić, ale cały czas się uczą, pytają, próbują (wiadomo, uczymy się, bawimy się przy tym i nie ma co się spinać, jest za to pełno śmiechu i świetna atmosfera);
  3. tych, którzy nie potrafią prowadzić, ale uważają, że jest inaczej (od dwóch panów w średnim wieku usłyszałam coś w stylu „dlaczego ty źle idziesz?! przecież ja tak wyraźnie prowadzę!” – co ciekawe, z innymi wychodziło bez problemu… Trafili się i tacy, którzy złościli się na partnerkę za każdy błąd – tym lubię wybuchać śmiechem w twarz, bo mnie takie nadęcie bardzo śmieszy).

Są jeszcze tacy, którzy może i dobrze prowadzą, może i ty dobrze tańczysz, ale razem za cholerę to nie pójdzie. Choćby nie wiem jak się starać, to chemii nie będzie – jak to w życiu. Tu nie ma rady, trzeba po prostu sobie dać spokój…

Zerknijcie jeszcze na to, co pisałam rok temu o kizombie (klik!) i o kwestii bliskości między partnerami, bo to nie do końca jest tak, jak z pozoru wygląda. W każdym razie za rok meet me @ Kizzmeeting 2018! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *