Mio MiVue C320 – zabierz go ze sobą!

Niektórzy ludzie jeżdżą jak kretyni, parkują jak kretyni i po prostu są kretynami. Dlatego warto zaopatrzyć się w niewielkie urządzenie, które niejednokrotnie może ci pomóc udowodnić, że nie jesteś wielbłądem. Pozostaje tylko pytanie, który wideorejestrator wybrać.

Już dawno chciałam sobie sprawić taki gadżet, ale zawsze brakowało mi czasu, żeby przeanalizować rynek w celu wybrania najlepszej kamerki. Sytuacja na drodze, jaka miała miejsce na kilka dni przed moim wyjazdem nad morze była decydująca. Chłopaczek w nowym passacie nie dość, że świadomie (no chyba że pod wpływem czegoś, bo nie dało się mnie nie zauważyć) wymusił pierwszeństwo, to jeszcze zastawił mi drogę w poprzek i zatrzymał się. Dobry refleks i hamulce w aucie mnie uratowały, bo nawet przy przepisowej prędkości by się to źle skończyło. Gdybym miała wideorejestrator, z pewnością zrobiłabym użytek z takiego nagrania, bo nic mnie bardziej nie wkurza na drodze niż bezmyślne narażanie kogoś na niebezpieczeństwo utraty zdrowia a nawet życia. Jeśli nie lubisz swojej nędznej egzystencji, to twoja sprawa, ale nie musisz innym odbierać życia z tego powodu.

Nie umiesz jeździć samochodem? Kup sobie rower! Nie znasz przepisów? To i roweru nie dotykaj, bo komuś krzywdę zrobisz. Czekają na ciebie wspaniałe, żółte, 12-metrowe komfortowe Mercedesy z modnie obniżonym zawieszeniem i kierowcą w pakiecie. Żal nie skorzystać! Albo inaczej: żal, że nie korzystasz.

Ale wracając do sedna.

Zrobiłam szybką analizę rynku wideorejestratorów, pytałam również znajomych o opinie. Ważne były dla mnie trzy rzeczy: dobra jakość nagrania (również w nocy), możliwie przystępna cena i w miarę prosta obsługa. Takie za 100 zł wykluczyłam od razu, bo raczej byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto.

Początkowo znalazłam całkiem fajną kamerkę, ale pojawiały się opinie, że czasem nie reaguje na ruch a po aktualizacji polskie menu jest niezrozumiałe (źle tłumaczone). Była jeszcze opcja zakupu urządzenia z dwiema kamerkami – na przód i tył. Niestety kosztem jakości i ilości funkcji. A tak naprawdę to dla mnie trochę bez sensu nagrywać kogoś w aucie z tyłu jak sobie na przykład dłubie w nosie i poświęcać temu mnóstwo gigabajtów miejsca na karcie.

Postanowiłam zainwestować w znaną markę, która ma dobre opinie wśród użytkowników. Wybrałam wideorejestrator Mio MiVue C320, zamówiłam go telefonicznie w jednym z marketów znanej sieci i za pół godziny otrzymałam wiadomość, że mogę go odebrać. Tak zaopatrzona nazajutrz ruszyłam w Polskę.

Kilka dla mnie najważniejszych cech tego urządzenia:

  • wyświetlacz LCD ma zaledwie 2 cale, ale wszystko ładnie widać na tyle, na ile jest to w ogóle potrzebne komukolwiek do szczęścia;
  • nagrywa w dobrej jakości;
  • kąt widzenia: 130 stopni – genialna rzecz!
  • nagrywa w pętli na najstarszych plikach, ale w razie zdarzenia drogowego wstrząs powoduje zapisywanie filmiku w osobnym folderze, z ochroną przed nadpisaniem (wbudowany jest czujnik przeciążeń), można też ręcznie tę funkcję włączyć, gdy dzieje się coś ciekawego;
  • można sobie ustawić długość nagrywanych filmików; 3-minutowe są najbardziej praktyczne, bo łatwiej to przejrzeć i ewentualnie udostępnić;
  • nie ma wbudowanej pamięci, dlatego warto kupić kartę o pojemności minimum 32 GB (wystarcza na kilka godzin nagrań, więc jeśli ktoś jeździ w dłuższe trasy, to może być mało);
  • niewielka cena w porównaniu do jakości (jakieś 330-350 zł, do tego min. 70 zł karta pamięci);
  • można nagrywać bez dźwięku, co jest moją ulubioną funkcją, bo przynajmniej nie słychać jak śpiewam i gadam głupoty ;)
  • mieści się w kieszeni kurtki.

Chciałam sobie zamontować Mio w prawym górnym rogu szyby, bo z obserwacji u innych odniosłam wrażenie, że jest to bardzo praktyczne, ale niestety moja wycieraczka tam nie sięga (bo rozkłada się standardowo), więc pozostały mi okolice wstecznego lusterka. Najwygodniej od strony pasażera, ale tak, żeby ekranik był widoczny również dla kierowcy. To w sumie całkiem dobre miejsce i nagrywa się bardzo ładnie.

Niestety zauważyłam dwie wady – pierwsza była taka, że podczas powrotu znad morza nie nagrały się filmiki z około jednej godziny podróży (nagrywanie samo z siebie zakończyło się w korku pod Częstochową i rozpoczęło ponownie parę kilometrów od domu). Nie wiem, jak to się stało, bo nie przypominam sobie, żeby ikonka nagrywania zgasła. Druga rzecz – po odcięciu zasilania (zgaszenie silnika bądź odłączenie wtyczki), Mio się po chwili wyłącza. Albo jestem blondynką i nie znalazłam jeszcze odpowiedniej opcji jak to ustawić, albo jest to po prostu najgłupsza z możliwych cech tego typu produktu. Natomiast możliwe jest załączenie kamerki bez zasilania i nagrywanie, tak jak poniżej – na molo w Kołobrzegu, gdzie zamarzały mi ręce:

Pokażę wam kilka krótkich filmików z podróży o różnej porze dnia i w różnym oświetleniu. Ciężko było wybrać, tyle ich jest. No i musiały być takie, żeby była na nim przepisowa prędkość a to – jak w życiu – różnie bywa… ;)

Program do edycji filmików troszkę zniekształcił obraz, ale jakoś to musiałam dociąć. W każdym razie musicie teraz sobie wyobrazić, że jest nieco bardziej wyraźny niż na poniższych próbkach. Zwróćcie uwagę na to, jak (pomimo dwukrotnej konwersji plików) wyraźne są znaki drogowe, napisy i tablice rejestracyjne.

Hasło do każdego z plików: blog

1. Piękny słoneczny dzień – droga do Kołobrzegu:

2. Zimowy poranek w mieście:

[to był mój ulubiony filmik z piękną zimą, ale niestety się nie wgrał. Spróbuję go wrzucić za 7 dni jak mi się limit skończy albo wymyślę inny sposób, żeby go udostępnić]

3. Parking podziemny – sztuczne oświetlenie:

4. Autostrada nocą:

5. Noc w mieście:

6. Druga wieczorna próbka w miejskim oświetleniu:

Tak tylko podsumuję, że teraz użytkuję Mio codziennie i jestem bardzo zadowolona, że go kupiłam. Mogę z czystym sumieniem polecić to urządzenie. Swoją drogą dziwię się, że tak mało osób korzysta z wideorejestratorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *