„Jesteś prawnikiem czy tylko aplikantem?”

Takie oto słowa przeczytałam na pewnym forum. Zmroziło mnie, bo dlaczego ktoś się wypowiada na jakiś temat, jeśli nie ma pojęcia o czym mówi?

Może wielu z Was nie zdaje sobie sprawy, jak wygląda ścieżka kariery prawniczej. Może zdanie brzmiące w tytule tej notki nie zrobi na Was żadnego wrażenia. Ale powinno, dlatego wyjaśnię, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Zacznijmy od początku.

1. Zdajemy maturę, przechodzimy pomyślnie elektroniczną rekrutację na studia i oto jesteśmy STUDENTAMI PRAWA.

2. Studia trwają 5 lat. Pierwsze dwa lata głównie polegają na poznawaniu filozofii i innych pobocznych nauk, zaczyna się powoli wprowadzanie do tematyki prawniczej. Następnie pojawiają się konkretne, ściśle związane z prawem przedmioty.

Przykładowe przedmioty na tym kierunku:

– prawo cywilne, karne, administracyjne, rodzinne, spadkowe, medyczne, międzynarodowe, gospodarcze, handlowe, farmaceutyczne, autorskie, pracy i ubezpieczeń społecznych…

– procedura cywilna, karna, administracyjna…

– mediacje i negocjacje prawnicze, wykładnia prawa, filozofia prawa, historia prawa, historia ustrojów państw, socjologia prawa, kryminalistyka, ekspertyza sądowa, prawo rzymskie, etyka…

i wiele innych.

3. W trakcie studiów odbywa się 4-tygodniową praktykę (można na to poświęcić część wakacji) w wybranym miejscu. Do wyboru są różne instytucje, sądy, prokuratura i kancelarie. U mnie to wygląda tak, że praktykę w instytucjach państwowych załatwia uczelnia, kandydaci muszą tylko zgłosić swoją chęć odpowiedniemu koordynatorowi na uczelni. Natomiast w kancelariach każdy załatwia sobie praktykę sam.

4. Studia kończą się obroną pracy magisterskiej, tym samym uzyskujemy tytuł MAGISTRA PRAWA i stajemy się PRAWNIKAMI.

5. Jeśli zrezygnujemy z dalszej nauki na tym etapie, możemy iść pracować w urzędzie, jeśli nas zechcą, w Policji, możemy też iść na kasę do marketu lub pracować w jakiejś instytucji na stanowisku, które wymaga studiów magisterskich. Mam nadzieję, że nie dojdzie do tego, że absolwenci prawa bez dalszej nauki będą kogoś reprezentować w sądzie, bo to znacznie obniży poziom usług prawniczych.

6. Taki magister może też zostać na uczelni i pisać doktorat, bądź połączyć pisanie doktoratu z aplikacjami. Może także podjąć studia podyplomowe.

7. Magister, który chce się kształcić w jednym z zawodów prawniczych, stara się o przyjęcie na wybrane aplikacje poprzez zdanie egzaminu wstępnego. Po pomyślnym przejściu tego etapu staje się APLIKANTEM. Aplikacje mogą być różne, każda zakłada swój własny konkretny program nauki (wykłady, kolokwia, zaliczenia) oraz, oprócz tego, aplikant ma obowiązek pracować w zawodzie pod opieką patrona. Dostaje za to zwykle marne grosze a robi wszystko to, co najgorsze i najbardziej pracochłonne. W większości przypadków jest tanią siłą roboczą a jeszcze (z pewnymi wyjątkami) sam musi płacić za swoją naukę kilka tys. złotych rocznie.

Do najbardziej znanych aplikacji należą:

– ogólna (1 rok), obligatoryjne wstępne szkolenie (nauka + praktyka), po którym wybiera się kierunek sędziowski (4,5 roku) bądź prokuratorski (2,5 roku)

– adwokacka (3 lata), podczas której pracuje się i uczęszcza na zajęcia wg harmonogramu

– radcowska (3 lata), jak w adwokackiej

– notarialna (2,5 roku)

Są jeszcze inne, np.: komornicza (2 lata), referendarska, legislacyjna (1,5 roku)

8. Po odbyciu aplikacji, trzeba zdać długi i trudny egzamin z najważniejszych dziedzin prawa. To już nie jest tak, jak w sesji, że „jakoś to będzie”. Potrzeba konkretnej wiedzy popartej przykładami z orzecznictwa sądów. Po zdaniu takiego egzaminu, stajemy się sędzią, prokuratorem, adwokatem, radcą prawnym, notariuszem, komornikiem lub kimś innym – zależnie od rodzaju aplikacji.

9. Po wpisaniu się na specjalną listę zaczynamy swoją praktykę w zawodzie. Tak w wielkim skrócie.

 .

       Zwróćcie uwagę, ile potrzeba do tego lat nauki. 5 na studiach, od 1,5 – 5,5 na aplikacjach. Do tego zawsze trzeba być zaznajomionym z najnowszymi przepisami, trzeba samemu pilnować nowelizacji, aby komuś nie zaszkodzić. To wymaga ciągłej pracy umysłowej, ciągłych wyrzeczeń, pilnowania terminów, żeby nie przegapić dnia, kiedy należy wysłać pismo. Często odbywa się to kosztem najbliższych, zarwanych nocy i ogólnego przemęczenia. Bo do każdej sprawy trzeba się przygotować, przeczytać tony akt, obmyślić strategię działania. I o wszystkim pamiętać.

       Pomyślcie też, jak trudno podczas tylu lat nauki zorganizować sobie życie rodzinne. Marne zarobki + nauka, z którą często trzeba płacić + sporo pracy. Mało czasu dla siebie a gdzie tu myśleć o dziecku, budowie domu czy kupnie mieszkania i utrzymaniu się. W tym zawodzie nie zarabia się kokosów ot tak, „bo jestem prawnikiem”. Trzeba w to najpierw włożyć mnóstwo wysiłku, dopiero uwieńczeniem naszych starań staje się dobrze płatna praca.

       Ale wielu ludzi i tak będzie widziało tylko spore zarobki i węszyło nieuczciwość w związku z tym. To nie jest tak, że kończy się dniówkę o 14:00, wraca się do domu, kładzie na kanapie i ogląda seriale, bo nic nas już nie obchodzi aż do kolejnego odbicia karty na zakładzie. Tu praca trwa nawet poza pracą, wymaga wielu wyrzeczeń. I mam nadzieję, że Czytelnicy to rozumieją.

       Liczę, że od dzisiaj każdy z Was będzie wiedział czym się różni prawnik od aplikanta oraz że aplikant jest prawnikiem. I nie popełni takiej gafy, jak „znawca” zacytowany w tytule.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.